sobota, 9 maja 2015

Rozdział 12. 'Mamo, nie płacz'

Nie spodziewałam się, że moja przyjaciółka zareaguje tak na widok Nialla. Tak właściwie to wcześniej, gdy jechałam z nim do szpitala w ogóle nie myślałam o takich rzeczach. Byłam w lekkim szoku, gdyż nie wyobrażałam sobie nawet, że Kate mogłaby rzucić się na blondyna i to z takim szaleństwem w oczach. Niemal od razu po ogarnięciu co się dzieje, złapałam ją za ramiona i powstrzymałam przed zrobieniem czegoś głupiego. Teraz kiedy kierowały nią sprzeczne emocje, robiła rzeczy, których potem by żałowała.
- Uspokój się - powiedziałam, a głos trochę mi się załamał.
- Jak możesz go bronić?! - odwróciła się do mnie. Dosyć głośno krzyczała. Nogi zaczęły się pode mną uginać. - Puszczaj mnie do diaska!
Zrobiłam tak jak chciała i wzięłam od niej ręce ze skruchą.
- Nie bronię. - powiedziałam cicho. - Tylko powstrzymuję cię od zrobienia czegoś głupiego.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach zalśniła pogarda. Odepchnęła mnie, przez co zachwiałam się i wpadłam na blondyna, który pojawił się przy mnie w momencie, gdy Katelynn odeszła korytarzem. Nawet stąd byłam w stanie zobaczyć jak bardzo jest roztrzęsiona. Odwróciłam się do Nialla, byłam trochę zakłopotana zachowaniem swojej przyjaciółki.
- Przepraszam - wymamrotałam - Za jej zachowanie i w ogóle.
- Miała rację - powiedział, a ja zamrugałam kilkakrotnie oczami, jakbym nie mogła uwierzyć w to co powiedział. Przyznał Kate rację? Olaboga. - Za późno zrozumiałem, że powinienem trochę ochłonąć.
Westchnęłam, bo co mogłam powiedzieć? Taka była prawda. W większości to była jego wina, ale zrozumiał błąd i to chyba było najważniejsze? Liama nie da się już przywrócić do życia, więc co nam zostało? Złość i chęć zemsty tylko nas wypali i nic nie da znęcanie się nad winną osobą. Jasne, że byłam smutna, bo w końcu to był mój przyjaciel, ale znam granicę.
- Może usiądziesz? - zaproponowałam mu. - Wejdę na chwilę do niego. Chcę go zobaczyć.
Skinął głową, nie odzywając się więcej. Przygryzł swoją wargę tak mocno, że znikł mi z widoku nawet jego kolczyk. Odwróciłam się i weszłam do sali Payne'a. Było ciemno, ponieważ lekarze zgasili światło. Li był sam w pokoju, nie miał towarzyszy, a jego rodzice wyszli kilka minut temu.
Tata chłopaka musiał wyprowadzić jego matkę... Była bardzo zmęczona, zdenerwowana i tak dalej, ale jak mogłabym się dziwić. Podeszłam do jego łóżka. Ciało przykryte było białą pościelą. Cieszyłam się, że pozwolili mi wejść, bo zazwyczaj w takich momentach tego zabraniają. Najwidoczniej rodzice Liama rozmawiali z lekarzami. No więc złapałam za róg kołderki. Drżącą ręką odsunęłam pościel, a moim oczom ukazała się twarz mego przyjaciela. Poczułam jak łzy wzbierają się w moich oczach i aż zabrakło mi tchu. Wyglądał jakby był pogrążony w głębokim śnie i wcale nie przypominał trupa. Bardziej jakby był mocno chory. Miał strasznie bladą skórę, a gdzieniegdzie na jego twarzy widniały śliwy i zadrapania.
- No i coś ty narobił... - wyszeptałam do niego cicho. - Nie mogłeś go nie zaczepiać? - delikatnie pogłaskałam go po policzku, wierzchem dłoni. I choć mogło się wydawać to dziwne, ja się z nim po prostu żegnałam. Chciałam się wypłakać po pogrzebie, który sama nie wiem kiedy będzie. Odetchnęłam głęboko, czułam pewnego rodzaju ciężar na sercu. Nie mogłam już tu dłużej siedzieć, bo naprawdę zaczęłabym desperacko szlochać. Złapałam go za kołdrę i przykryłam tak jak na początku. Chciałam wyobrażać sobie, że śpi. Po prostu zasnął...na zawsze. Odwróciłam się i wyszłam, sama nie wiedziałam kiedy tak właściwie zaczęłam płakać. Niall podniósł się bezszelestnie z krzesła, dokładnie w momencie gdy zadzwonił mój telefon. Widząc, że to mama, odebrałam niemal natychmiast. 
- Julio. Wiem, że to nie najlepsza chwila... - wcześniej zadzwoniłam do mamy, żeby to wytłumaczyć. Teraz miała taki smutny i zmęczony głos. - Ale muszę ci coś powiedzieć. Ja... Wyrzucili mnie z pracy.
- Co?! - krzyknęłam z zaskoczeniem i chciało mi sie jeszcze bardziej płakać. - Dlaczego?
- Na moje miejsce startowała lepsza kandydatka, z większym doświadczeniem i poziomem. - jej głos drgał. - Tak bardzo cię przepraszam, kochanie...
Spojrzałam na blondyna, który stał przy moim boku i pewnie dobrze słyszał rozmowę. Westchnęłam ciężko.
- W porządku, mamo... Nie martw sie. Zaraz wrócę do domu i pogadamy. - rozłączyłam się.
- Idziemy? - spytał Niall, a ja kiwnęłam głową. Nogi strasznie mi się trzęsły, miałam wrażenie, że świat zaraz zawali mi się na głowę. Jeśli mama mówi prawdę i nie znajdziemy innego rozwiązania, będę zmuszona wrócić do Polski a w dodatku błagać tatę, żeby nam pomógł, a to by było niesamowite upokorzenie. Dla mnie. No i mamy oczywiście. Blondyn delikatnie ujął moją dłoń... Mój zaskoczony wzrok powędrował do jego ręki, ale oddałam lekki uścisk. Potrzebowałam teraz wsparcia... Jakiegokolwiek. Chłopak pociągnął mnie w stronę wyjścia ze szpitala, a potem przez parking do swojego wozu. Jechaliśmy przez pięć minut w ciszy, lecz gdy w końcu dojechaliśmy przed moje mieszkanie, Niall odchrząknął i spytał:
- Chcesz, żebym wszedł z tobą?
- Nie, nie trzeba. To już sprawa pomiędzy mną i mamą. - powiedziałam cicho, spoglądając na niego zmęczonym wzrokiem. - Już i tak dużo dziś dla mnie zrobiłeś. Dziękuję.
- Nie ma za co. - wymamrotał, opuszczając wzrok na kierownicę. - Dobranoc, Julio.
Posłałam mu słaby uśmiech i wyszłam, a potem skierowałam się w stronę drzwi. Chciałam mieć to wszystko za sobą. Kiedy znalazłam się w środku, widok który tam zastałam... przeraził mnie bez reszty. Justyna siedziała na kanapie, nogi miała podwinięte pod brodę, a twarz w nich schowaną. Jej ramiona drgały i już stamtąd widziałam, że płakała. W okół niej walały się chusteczki, a wyglądała jakby stało się coś naprawdę złego. Znaczy jasne...zwolnili ją, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie, prawda?
- Mamo... - wymamrotałam cicho i czułam jak robi mi się w gardle gula.
- Mamo, nie płacz. - powtórzyłam i przysiadłam się do niej, obejmując ją delikatnie.
Justa odgarnęła swoje włosy z twarzy i spojrzała na mnie tymi swoimi zaczerwienionymi oczami. Widziałam jak cała ta sytuacja ją gnębi. 
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżała. - powiedziała. - Ale ja nie mam pracy... Nie wiem jak długo potrwa szukanie nowej, a nie wiem jak się do tego czasu utrzymamy... Trzeba będzie poprosić twojego ojca o pomoc... - westchnęła cieżko, jakby coś ją bolało. - Jul, musisz wrócić do Polski.
Poczułam się tak jakbym dostała w twarz. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. 
- Nie ma mowy.
- Ty o tym nie decydujesz. - powiedziała cicho. - Spakuj się, a ja zadzwonię do Toma.
A potem poczułam się tak jakby coś pociągnęło mnie w dół. Z moich ust wydostał się krzyk zaskoczenia, gdy sceneria wokół mnie zmieniła się diametralnie.
Otworzyłam gwałtownie oczy, dysząc jakbym przebiegła maraton. Jasne światło raziło mnie w oczy, lecz po chwili nad moją twarzą pojawiły się dwie nowe.
- Obudziła się - powiedziała spokojnie. Kate. Chwila! Kate?! Czy ona nie była na mnie wściekła?
- Daj jej sekundkę - męski głos, który dobiegał z mojej lewej. Niall.
Nie rozumiałam co się w ogóle stało. Podźwignęłam się lekko na łokciu i spojrzałam zaskoczona na Katelynn.
- Co się stało? - spytałam.
- Zemdlałaś - oznajmiła, patrząc na mnie z politowaniem. Nic już nie rozumiem. - Zapewne emocje ostatnich dni tak na ciebie wpłynęły.
Zauważyłam, że blondyn wstrzymuje śmiech. Zmarszczyłam czoło.
- Liam? Zyje? - spytałam szybko, nagle zdając sobie sprawę, ze to wszystko mogło mi sie śnić. - Gdzie moja mama?
- Julia, chyba ci sie cos śniło. - stwierdził chłopak. 
- Liam jest w śpiączce. Dzwonili ze szpitala, ze jego stan sie poprawia i moze niedługo sie obudzi - uśmiechnęła sie szeroko - A twoja mama jest w pracy.
- Co sie stało zanim... Zanim zemdlałam? - pewnie uważali mnie za świruske, ale nagle poczułam ogromne szczęście. To był tylko koszmar! 
- No... Zawarliście rozejm z Niallem. Wszystko sobie we trójkę wyjaśniliśmy. - uśmiechnęła sie do niego, a ja opadłam z powrotem na ziemie.
- Jul, chyba powinnaś odpocząć. - stwierdził chłopak, uśmiechając sie pobłażliwie. 
_____________________________
Hej miśki. Oto pierwszy rozdział po długiej przerwie. Dość długi jak na mnie. Postanowiłam, ze w miarę możliwości rozdziały bedą sie pojawiać co niedziele. 
No a teraz: Jak wam sie podoba? 
Jestem ciekawa co myślicie o całej sytuacji. Możecie opowiedzieć wrażenia bo to po prostu przyjemność ❤️
No to do następnej niedzieli! Buziaki!
Ana 

3 komentarze:

  1. Wow.. Czyli to wszystko było snem
    Czy może możliwą wersją przyszłości
    Hmmm jestem strasznie ciekawa o co w tym chodzi i co będzie dalej
    Czekam na kolejny
    Mela;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze sie ze pojawil sie rozdzial :* Dziekuje ci ze dalej piszesz <3 Rozdzial jak zwykle cudowny *_* Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuuu jaki sen. Łzy mi leciały jak strumień a tu się okazuje że ona TYLKO zemdlała?! Nie no emocje pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy