poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 11. "Nadzieja umiera ostatnia"

`POV Julia
Otworzyłam oczy w momencie, gdy usłyszałam jak ktoś krzyczy. Miałam ochotę wrzasnąć, żeby ta osoba się zamknęła, bo głowa bolała mnie jak nigdy dotąd. Czy byłam wcześniej na jakiejś imprezie i mam kaca? Ah, chwilkę... Ja nie chodzę na imprezy.
Zmarszczyłam brwi, a po chwili zamrugałam kilkakrotnie oczami, chcąc przyzwyczaić się do jasności. Uniosłam lewą dłoń do twarzy i przetarłam oko, dokładnie tak jakbym długo spała i ktoś bezceremonialnie mnie obudził. Spojrzałam na pochylającą się nade mną postać. Od razu czułam się jakbym miała znowu zemdleć, ale udawałam zaskoczenie jego obecnością.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. - powiedział, widząc moją głupkowatą minę.
Skrzywiłam się, wiedząc, że mój plan udawania sieroty nie zadziała. Podźwignęłam się na łokciu, żeby zmierzyć go, a także moją przyjaciółkę nienawistnym wzrokiem.
- Nie udaję, bardziej miałam nadzieję, że nasze spotkanie było tylko koszmarem. - warknęłam w jego stronę, czując coraz bardziej narastającą irytację.
- Przestań, Julia. - powiedziała ostro Kate, a ja przeniosłam na nią wzrok z niedowierzaniem. - Czas zakończyć te gierki. - w tym momencie spojrzała na chłopaka. - Jeśli masz jej coś naprawdę ważnego do powiedzenia to mów, a nie baw się z nią w kotka i myszkę, bo to do niczego nie doprowadzi. Ja wychodzę.
Dziewczyna podniosła się, a ja z rozchylonymi ustami obserwowałam jak idzie w stronę drzwi. Po dwóch sekundach usłyszałam trzaskanie i zerknęłam na Niall'a, marszcząc brwi.
- Co ty jej zrobiłeś? - wymamrotałam nadal zaskoczona zachowaniem rudej.
- Nic, po prostu ucięliśmy normalną pogawędkę podczas gdy ty byłaś nieprzytomna. - odpowiedział, siadając obok mnie na sofie.
Podniosłam się tak, żeby siedzieć na kanapie po turecku. Myślę, że będzie mi tak wygodniej, a poza tym chcę widzieć jego twarz, kiedy naprawdę będziemy rozmawiać.
- Widzisz, Jul. - zaczął, chociaż myślami nadal byłam przy mojej przyjaciółce. - Mogłabyś mnie przez chwilę posłuchać? - zmarszczył czoło, a ja spojrzałam na niego tym razem w skupieniu. - Co o mnie słyszałaś?
- Żartujesz sobie ze mnie? - spytałam. - Przyszedłeś tu, żeby porozmawiać o twoim żałosnym tyłku?
Blondyn zacisnął usta, a ja westchnęłam z bezradności.
- Dobra, pomyślmy. - wymamrotałam w końcu. Kiedyś musiała nastąpić ta rozmowa. - Wiem, że byłeś w jakiejś pieprzonej elicie czy gangu... Nie pamiętam zresztą. Miałeś przechlapane i to nie raz u nauczycieli i rodziców. Wiem, że biłeś ludzi i w to wierzę. Widziałam tego chłopaka na korytarzu, oraz Liam'a, więc pod tym względem nawet się nie tłumacz. - zmarszczyłam nos, jakby z obrzydzeniem. - Poza tym te zgony w szkole? O co z nimi chodzi? Masz z tym coś wspólnego?
Może i zadawałam dużo pytań, ale miałam prawo. Wszystko w okół mnie było podejrzane, dziwne i inne. Mogłam się bać i nikt nie powinien w takich okolicznościach nazywać mnie tchórzem. Spojrzałam na jego pogrążoną w skupieniu twarz. Był przystojny. I to bardzo. Musiałam zdusić westchnięcie oczarowania, żeby nie wyszło, że się na niego gapię.
- Nie będę ukrywał, że nie żałuję tego co zrobiłem Liam'owi. - powiedział Niall, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. Przystojnego, ale nadal idiotę. - Kurde, czy Ty w ogóle wiesz co on gadał? Przecież nie przywaliłem mu bo mi się nudziło.
- Nie? - spytałam z sarkazmem. - Oh, myślałam, że poszedłeś na spacer i nagle naszła cię ochota, żeby trzasnąć kogoś w twarz.
- Chryste panie, ja Cię nigdy nie zrozumiem, dziewczyno! - krzyknął blondyn jakby z przerażeniem i uniósł ręce w geście kapitulacji. - Naprawdę nie wiem co mnie w Tobie przyciąga.
Rozchyliłam zaskoczona usta, ale nie skomentowałam tego, żeby bardziej się nie pogrążyć.
- Julio. - powiedział, a ja poczułam się tak bardzo oficjalnie. - Nie chcę być złym człowiekiem, nie dla Ciebie i nie dla Twoich bliskich.
Poczułam się jakby brakowało mi powietrza. Spojrzałam na niego z wyraźnym zaskoczeniem. Niby dlaczego chciał się dla mnie zmieniać? To w ogóle nie miało sensu. 
- Po jakie licho...? - spytałam, nie mogąc nawet wydusić słowa.
- Nie wiem, okay? - warknął, patrząc na mnie nieprzeniknionym wzrokiem. - Po prostu czuję, że muszę coś zrobić, żebyś nie uważała mnie za potwora, który we mnie siedzi.
- Każdy ma swojego potwora. - spojrzałam na niego i sama nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam.
- Tak, ale ja zdaję sobie z niego sprawę i nawet nie próbuję go poskromić. - powiedział.
Niemal czułam jak moje serce podchodzi mi do gardła. Naprawdę byłam zbyt zszokowana, żeby teraz z nim o tym filozofować, a jednak słowa same zaczęły pruć z moich ust. Patrzył mi w oczy, a ja utonęłam w jego błękicie.
- Jak nie? - wymamrotałam delikatnie, jakbym była ogłupiona. - Mówiąc, że chcesz coś zmienić, pokazujesz mi swoją walkę z nim.
- To nie jest takie proste jak może się wydawać. - powiedział, patrząc na mnie.
W jego oczach czaił się jakiś blask, którego nie zdołałam zrozumieć.
Szybko przeniósł wzrok na coś innego.
- Po prostu nie chcę walki. - wymamrotał, jakby samo mówienie sprawiało mu ból. - Chcę spróbować czegoś innego, niż ciągłego buntu.
Nie wiem. Może to czas, żebym trochę dorosnął, żebym spojrzał na wszystko z innej strony. - wzruszył ramionami. - Po prostu chcę zgody, okej? - spojrzał znowu na mnie.
Przygryzłam wargę, nie będąc do końca pewną co odpowiedzieć. Nie chciałam toczyć z nim bitwy, która dla mnie cały czas kończyłaby się porażką, ale czy mogę mu na pewno zaufać? Co, jeśli mnie
"zdradzi" i zleje to co powiedział mi dzisiejszego dnia? Muszę jednak zadecydować, bo w końcu już nic nie mam do stracenia.
- W porządku. - westchnęłam ciężko. - A więc...rozejm?
To było takie...zabawne. Miałam ochotę się roześmiać albo odetchnąć z ulgą. Spojrzałam na niego, a na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Tak. - powiedział i... uwaga, uwaga! Uśmiechnął się!
Tak prawdziwe, nie kpiąco. Boże, gdybym miała aparat to zrobiłabym zdjęcie na pamiątkę, bo nie wiedziałam ile jego humor mógłby tak trwać. Po chwili przypomniało mi się, że na samym początku wspominał coś o śnie. Czy to możliwe, że śniło mu się to co mi? A może po prostu pojawiłam się u niego gdy spał? Już otworzyłam usta, żeby zadać to pytanie, kiedy usłyszałam, że moja komórka dzwoni. Rzuciłam się w jej kierunku o mało co nie zaliczając gleby. Nie wiedziałam kto dzwoni i miałam cichą nadzieję, że to nie mama, bo musiałabym jej się tłumaczyć. Jednak gdy wreszcie zdołałam dosięgnąć telefonu, zauważyłam, że dzwoni Kate. Zmarszczyłam brwi, ale odebrałam i choć rozmowa trwała dosłownie parę sekund, poczułam jak moje serce zatrzymuje się. Rozłączyłam się. Moja mina zapewne nie mówiła nic dobrego, więc Niall podniósł się z miejsca.
- Co się dzieje? - spytał.
- Coś z Liam'em. - powiedziałam, rzucając się w stronę przedpokoju. Musiałam jechać do szpitala. Nie miałam auta, więc będę musiała zamówić taksówkę. - Miał drgawki i z tego co zdołałam zrozumieć są dwie opcje. - wydusiłam, ubierając swoje kozaki w zastraszająco szybkim tempie. - Albo się obudzi albo... - nawet nie mogłam wypowiedzieć tego słowa. Zbyt bolało, a ja nie mogłam dopuścić do siebie tej świadomości.
- Umrze. - dokończył, a ja tylko pokiwałam głową. - Zawiozę cię.
Nie protestowałam. Podwózka była mi bardzo potrzebna. Szybko narzuciłam na siebie kurtkę i chwyciłam klucze w dłoń, a potem wyszliśmy z mieszkania. Modliłam się w duchu o cud, o jakąś łaskę Bożą, żeby wszystko skończyło się dobrze. Bo musiało, nieprawdaż?
***
Niall i ja zaparkowaliśmy pod szpitalem. Było ciemno, ale mimo to biegliśmy przed siebie, w stronę głównych drzwi, które z daleka rzucały nam się w oczy. Miałam ochotę krzyczeć, bo tyle emocji we mnie buzowało. Obawa, a także nadzieja. Dwa tak bardzo sprzeczne uczucia walczyły teraz w moim umyśle. Obawa była silna, nie pozwalała się pokonać przez nadzieję, która walczyła jak kocica.
Mogłoby się wydawać to dziwne, że przez parę minut naszej podróży nie zamieniliśmy ani słowa.
Może Horan rozumiał zaistniałą sytuację, a może nawet poczuł wyrzuty sumienia? Nie wiem, nie czytam w myślach.
Wbiegłam na drugie piętro. Doskonale pamiętałam gdzie jest sala Liam'a w końcu tam spędzałam większość swojego czasu w ostatnich dniach. Bałam się. Bałam się cholernie, że to co zobaczę może przynieść mi piekło. Blondyn był tuż za mną i niemal czułam jego oddech na własnym karku. 
Skręciłam w prawo, ledwo hamując i wpadając w ścianę. Widok, który potem zobaczyłam sprawił, że chaos panujący na korytarzu przerwał mój ostry krzyk. 
Moja rudowłosa przyjaciółka stała jakby skamieniała, patrząc się szeroko otwartymi oczami w drzwi sali. Nie wiedziałam kto tam stoi, ale ewidentnie ktoś do niej mówił. Katelynn upadła na kolana, zakrywając twarz dłońmi. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz, a ona zaczęła płakać. Widząc to zatrzymałam się nagle i gwałtownie w miejscu. Nie było to dziwne, że zorientowałam się od razu co się stało. Moje serce przestało bić na parę sekund, a moje wnętrzności wywróciły się do góry nogami.
Nie mogłam uwierzyć. Nie musiałam podchodzić, żeby wiedzieć, że Liam'owi się nie udało. 
Zacisnęłam oczy, jakby chcąc zdusić ryk szlochu, bo ten podchodził mi do gardła. Nadzieja umiera ostatnia?
Podbiegłam do mojej przyjaciółki i upadłam na kolana obok niej.
- K-k-kate? - wybełkotałam, choć już płakałam. 
- Nie...udało mu...się. - powiedziała ledwo łapiąc oddech.
Objęłam ją jak najmocniej umiałam. Płakałyśmy obie długo na środku korytarza obok sali mojego zmarłego przyjaciela. Nic do nas nie dochodziło i nikt nam nie przeszkodził. Nie kazano nam się stąd zmywać. Z jego sali wyszedł lekarz i powiedział coś do rodziców chłopaka. Jego matka płakała, siedząc na plastikowym krzesełku i chowając twarz w dłoniach. Ja i Kate na pewno nie czułyśmy takiego bólu jak ona. 
W końcu podniosłam głowę. Na korytarzu stał Niall, wpatrując się w nas z przerażeniem. Nie wiedziałam co mógł teraz czuć i nie chciałam wiedzieć. Wytarłam oczy od łez, choć jeszcze nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Spojrzałam na mamę Liam'a.
- Będziemy mogły go zobaczyć? - unormowałam z trudem oddech. 
Kobieta kiwnęła głową, a ja odwróciłam wzrok. Nawet nie zauważyłam kiedy moja przyjaciółka podniosła się. Jej piękne oczy świeciły rządzą mordu, a patrzyła na... Niall'a. Wyciągnęła palec w jego stronę.
- To twoja wina, słyszysz?! - krzyknęła w jego kierunku. - Zabiłeś go!
Ruda rzuciła się w jego kierunku...
_______________________________________________________________________________

Hej, hej! Rozdziału dawno nie było, ale nie miałam motywacji. Nie komentowaliście, ani nie widziałam żadnej aktywności, że ktoś w ogóle to czyta, ale w końcu pomyślałam, że sobie nie daruję jeśli nie będę pisała tego bloga. Mam tyle pomysłów i checi... Wszystko powinno iść po mojej myśli.

Jak Wam się podobał? Co myślicie? Czekam na Wasze opinie. xx

9 komentarzy:

  1. Mi się podobało, i jestem strasznie ciekawa co mu zrobi Kate :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz, bo masz talent,a rozdzial jest naprawde super :3 nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu :D :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest genialny :D Czekam na następny. :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne! Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział czekam na następny :D przy okazji zapraszam do siebie ----> http://dark-desires-hatred-and-creaving.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz wielki talent i powinnaś go rozwijać pisząc ten blog. Mi strasznie się podoba i nie mogę doczekać się następnych rozdziałów ;) Pozdrawiam cię serdecznie i myślę że choć trochę zmotywowałam cię do dalszego pisania :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej :* dopiero zaczynam czytać tego bloga i przyznam szczerze ze naprawdę świetne opowiadanie, będę na sto procent czytać + dodaje się do obserwatorów :) aaaa i bym zapomniała mam do cb prozbe wpadniesz na bloga Koleżanki :) te opowiadanie jest super serio polecam :) JEST O DZIEWCZYNIE KTÓRA ZOSTAŁA PORWANA
    http://rose-abducted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniały rozdział!!!
    Zapraszam na mojego bloga o Niallu: http://kochamy1dpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy