wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 10. 'Sen'

Przymknęłam oczy, kiedy chłód zaczął przyjemnie szczypać moją skórę. Wstrzymałam oddech w momencie gdy zerwał się zimny powiew wiatru. Po paru sekundach bezruchu uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Rozchyliłam usta, rozłożyłam ręce. Moje włosy powiewały, ubranie trzepotało, a ciało kołysało się delikatnie, jakbym słuchała pięknej muzyki. Z nieba spadały malutkie płatki śniegu...Obsypywały moją twarz, ręce, nogi, brzuch. Czułam się jak w pięknej melancholii. Taki stan spokoju. Leżałam w śniegu, który był miękki niemal jak puch. Nie miałam na sobie nic, oprócz czarnej sukienki, która niezwykle mocno kontrastowała się z bielem śniegu. Bezruch. Moje oczy wpatrywały się w chmury, w niebo, jakbym przeczesywała wzrokiem przestrzeń kosmiczną. 
Czułam się jak w bajce, jak królowa śniegu. Nie było mi zimno mimo, że na dworze była temperatura na minusie. Niesamowite uczucie wchłonęło mnie zupełnie w ten świat, w którym byłam sama...
 - Przynajmniej tak myślałam. - powiedziałam w stronę Katelynn, przypominając sobie sen z ubiegłej nocy.
Usłyszałam szmer, a może to były kroki? Sama nie wiem. Nagle tą nieskazitelną ciszę
przerwał warkot.
- Silnika? - przerwała mi przyjaciółka.
- Nie, to było jak.. - pomachałam dłonią, starając się znaleźć odpowiednie słowo. - Warkot psa?
- Co, może to był wilkołak? - parsknęła.
- Zamknij się, bo ci nie opowiem. - warknęłam, trochę zawiedziona.
Momentalnie podniosłam się, topiąc dłonie w zaspie śniegu. Odwróciłam się gwałtownie, chcąc zobaczyć kto tak bezczelnie przerywa mój błogi odpoczynek. Po chwili zrobiło się ciemno.
Niebo przestało być już tak pięknie niebieskie, bo przesłoniły je gęste szare chmury. Nie padał już śnieg, z nieba strzelały pioruny. Spojrzałam w stronę gęstych zarośli, myśląc, że zaraz wyskoczy na mnie niedźwiedź, albo wilk.  Zmrużyłam oczy. Chciałam wypatrzeć ten cień, ruch zza krzaków.
Widziałam jak Kate wstrzymuje oddech, a jej oczy rozszerzają się. Nie dziwiłam się jej przerażeniu, bo sama bym tak zareagowała, gdybym to ja była na jej miejscu. Ale nie byłam. I musiałam dokończyć opowieść o moim dziwnym śnie.
Zrobiłam trzy kroki w stronę zarośli. Ostrożnie, wstrzymując oddech, położyłam dłoń na jednej z gałęzi i znieruchomiałam. Oddech uwiązł mi w gardle. Poczułam szczypanie w oczach, a po chwili zaczęłam nieświadomie płakać. Odchyliłam gałąź, aby swobodnie przejść przez krzew. 
W tej zaspie leżało małe zwiniątko. Pochyliłam się nad nim, chcąc ochronić maluszka przed całym złem tego beznadziejnego świata. Wzięłam ów dziecko na ręce i odchyliłam rąbek kocyka. Moim oczom ukazała się wówczas delikatna buźka chłopczyka, może rocznego? Maluśki trząsł się niesamowicie, więc przycisnęłam je mocniej do piersi, aby dać choć trochę więcej ciepła.
Żałowałam, że nie mogłam okryć go czymś innym. Rozejrzałam się w poszukiwaniu człowieka, który  mógł go podrzucić albo zostawić, jednakże nie było tam nikogo. Zdesperowana, a zarazem przerażona spojrzałam w ostre, błękitne oczy dziecka. Byłam pod wrażeniem i niemal natychmiast zamrugałam kilkakrotnie oczami. Dziecko robiło się coraz cięższe i cięższe, nie mogłam je utrzymać na rękach. Stęknęłam z wysiłku i położyłam je z powrotem na śniegu. Natychmiast mały człowiek z pozornego bobasa zmienił się w dojrzałego mężczyznę. 
- No nie gadaj. - westchnęła rudowłosa, nie mogąc się powstrzymać od komentarza. - Kto to był?
Uśmiechnęłam się do siebie ironicznie, jakby z bezradności. Niemal od razu po przemianie, moje oczy napotkały jego, tego osobnika. Nie musiałam rozglądać się po jego twarzy by wiedzieć z kim mam do czynienia, bo przede mną stał...
- Niall.
- Julio. - powiedziała po chwili, która według mnie trwała w nieskończoność. - Moim zdaniem powinnaś z nim wreszcie porozmawiać.
- Wiem. - mruknęłam, chowając twarz w dłonie. - Czuję, że to mnie nie ominie.
Najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że znowu będę musiała stanąć twarzą w twarz z Niall'em. Nie wiem czy jestem na to gotowa psychicznie i fizycznie. Nie chciałam rozmawiać z kimś kto rani ludzi, czerpiąc z tego czystą satysfakcję.
- Bo nie ominie. - potwierdziła moje słowa, posyłając mi współczujący wzrok.
Wstała. Myślałam, że wyjdzie, ale ona usiadła obok mnie i objęła ramieniem, zapewne chcąc dodać mi otuchy. Doceniałam jej gest, jednak wiedziałam, że to nie poprawi mu humoru ot tak.
Poza tym nie miałam pojęcia co miał mi do powiedzenia. No bo chyba nie to, że przeprasza, bo z takim czymś powinien iść do Liam'a rodziców. Westchnęłam cicho, nie wiedziałam nic i to w ogóle nie poprawiało mojej obecnej sytuacji.
- No trudno. - powiedziałam w jej kierunku, spuszczając wzrok na swoje dłonie. - Jak zobaczę go w szkole to spytam się o co mu chodzi. Chcę z nim rozmawiać w publicznym miejscu, na pewno nie sam na sam. - dodałam po chwili pewnie.
Warunki ja będę ustalać. Koniec płakania na sobą i pojękiwania nad swoim losem. Czas wziąć się za siebie i zebrać życie do kupy. Po chwili podniosłam się z miejsca i położyłam dłonie na biodrach. Chciałam wyglądać na zdeterminowaną, ale jak mi wyszło to nie wiem. Zobaczyłam tylko tajemniczy błysk w oku Kate. Posłała mi uśmiech, znowu. Jezusie, ta dziewczyna to ma w sobie energię. Cieszę się, że ją odzyskała po tamtym wydarzeniu. Puściłam do niej oczko, a potem złapałam ją za dłoń i pociągnęłam w stronę kuchni. Miałam ochotę na gorącą czekoladę.
Katelynn poszła za mną potulna jak baranek.
Kiedy przygotowywałam kubki i wlałam mleko do garnuszka, zdałam sobie sprawę jak bardzo trzęsą mi się ręce. Słyszałam jak moja przyjaciółka wzdycha z tyłu, a po chwili odbiera mi kartonik i sama wlewa jego zawartość do końca.
- Nie denerwuj się tak bardzo - powiedziała. - Wiem, że się go boisz i wcale Ci się nie dziwę, ale nie możesz wiecznie uciekać.
- Ja wiem... - odparłam, czując jak łamie mi się głos. - Ale ja się go boję, wiesz? Tak bardzo...Bo, co go powstrzyma, żeby nie skrzywdził mnie jak Liam'a?
- Nie możesz mieć pewności. - mruknęła spokojnie. - Jednak musisz stawić mu czoła.
Wypuściłam wolno powietrze z ust. Wiedziałam, że ma rację. Poza tym nie mam wyboru.
- Może, mogłybyśmy jakoś się z nim skontaktować i...I może on by tu przyszedł? - powiedziała. - Schowałabym się u góry i gdyby coś...to bym zbiegła.
Zacisnęłam mocno usta, a po chwili pokiwałam głową.
     Katelynn włączyła mojego laptopa i weszła na facebook'a, żeby zdobyć jego numer telefonu.
Co za idiota podaje swój numer w sieci? Trzeba być naprawdę nieźle cofniętym w rozwoju. No, ale chociaż raz czyjaś głupota mogła nam pomóc. Spisałam cyferki z ekranu i wpisałam je do mojego telefonu.
- Zadzwonić czy napisać? - spytałam, czując się dziwnie. Bardzo dziwnie.
- Zadzwoń, będzie szybciej. - powiedziała, patrząc na mnie z niepokojem. Czyżby sama zgubiła wiarę?
- Okej.. - odburknęłam. - Okej...
Mój palec skierował się w stronę zielonej słuchaweczki. Dobra, zrobię to. Kliknęłam i przez sekundę, kiedy nawiązywano połączenie, miałam ochotę wyrzucić komórkę przez okno. Przyłożyłam telefon do ucha, niemal po cichu licząc sygnały. Kątem oka widziałam jak Katelynn niecierpliwie spogląda na moją twarz.
- Horan.
Spanikowałam. Przysięgam.  Już byłam bliska, żeby otworzyć okno i puścić z wiatrem moją komórkę, ale wypuściłam tylko powietrze z ust.
- Tu Julia. - powiedziałam.
Przez parę sekund po drugiej stronie panowała cisza, odsunęłam komórkę, żeby spojrzeć czy nie przerwał połączenie.
- No? 
- Chciałeś ze mną porozmawiać. - burknęłam, dziwiąc się, że mój głos nie wyjawił mu jak bardzo się boję. - Mogę to zrobić.
- Świetnie. - czyżby odetchnął z ulgą? - Jutro, w park...
- Nie. - przerwałam mu śmiało. Agh. - Dzisiaj, za półgodziny, u mnie w domu. Chcę mieć pewność, że nic Ci nie odwali.
- Kocica stawia warunki. Podoba mi się. - mruknął. - Przyjadę. 
I rozłączył się. Tak po prostu. Otworzyłam usta, jakbym chciała coś dodać, ale nie miałam do kogo mówić. Ach, odbiło mi.
- Przyjedzie? - spytała Kate, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
Pokiwałam głową, bo czułam jakby odebrano mi mowę.
     Byłam w salonie. Opierałam się o sofę, uparcie gapiąc się w drzwi wejściowe.
Słyszałam jak moja przyjaciółka siada u góry na łóżko, a po chwili, jakby cały świat zamilkł w oczekiwaniu. Cisza wypełniała każdą szczelinę, jakby nie chcąc, żeby jakikolwiek hałas przedostał się do środka. Minęło dwadzieścia minut od kiedy wykonałyśmy połączenie, a go jeszcze nie było.
Zacisnęłam zęby. Niech się rusza, nie mam zamiaru czekać i obawiać się w nieskończoność.
Dokładnie w momencie, w którym chciałam krzyknąć, że chyba nie przylezie, usłyszałam pukanie do drzwi. Słyszałam jak moja przyjaciółka zamiera w bezruchu, a ja odepchnęłam się od kanapy i ruszyłam w stronę wejścia. Tylko odgłos moich kroków przerywał ciszę. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech, jakbym zaraz miała zanurzyć się pod wodę i nacisnęłam na klamkę.
Moim oczom ukazał się Niall, od stopy do głowy ubrany w czerń.
- Żałoba? - spytałam, ścinając go wzrokiem. Jezusie, skąd we mnie tyle odwagi?

`POV Katelynn
Miałam wrażenie, że każdy mój ruch może zagrozić Julii, która znajdowała się na dole.
Siedziałam na łóżku w jej pokoju do którego drzwi były otwarte, abym wszystko lepiej usłyszała.
Bałam się w ogóle poprawić, że on usłyszy skrzypienie. Chciałam wiedzieć co chce od Julii.
Tylko, że ona nie wiedziała dlaczego on pobił Liam'a. A przecież nie zrobił nic złego tylko chciał obronić Jul...Miałam nadzieję, że wszystko wyjaśni.
- Żałoba? - spytała.
Przełknęłam gulę w gardle. Julia nie wyskakuj tak. Narażasz się.  - pomyślałam.
Słyszałam jak wchodzi na środka. Stawiał ciężkie kroki, jakby charakterystyczne dla niego.
- Wiesz... - powiedział. I ta chrypa. W tym momencie współczułam Julii.- Mówią, że strój odzwierciedla swój charakter.
Żałowałam, że nie widziałam w tamtym momencie jej miny. Mogłabym przysiąc, że skanuje ją wzrokiem. Podniosłam się z łóżka najciszej jak umiałam, a potem skierowałam się w stronę drzwi nadal nasłuchując. Chciałam dokładniej słyszeć co mówi.
- No więc co masz mi niby do powiedzenia? - spytała Jul.
- Denerwuje mnie to w jaki sposób o mnie myślisz. - odpowiedział jej, a ja gwałtownie zatrzymałam się.
Co on bredzi? Zachowuje tak jak się zachowuje, a potem denerwuje się, że ktoś wyraził o nim swoją opinię. Co za idiota!
- Skąd możesz wiedzieć co o Tobie myślę? - wymamrotała tak, że ledwo ją usłyszałam.
- Widzę, Julia. - wymówił jej imię niemal z namaszczeniem. Co z nim do cholery jasnej jest nie tak?
 Oparłam się o framugę drzwi, wychylając głowę.
- Wiem, że namieszałem, ale...
- Namieszałeś to mało powiedziane. - warknęła moja przyjaciółka. Hoho. - Pobiłeś mojego najlepszego przyjaciela, wcześniej niewinną osobę, a potem uczepiłeś się mnie! Ty BARDZO namieszałeś.
- Masz rację - moje usta rozchyliły się, byłam zdezorientowana. Co on chce jej powiedzieć? - Powinnaś mnie zrozumieć. To nie takie proste i ...
- Po co żeś się mnie uczepił? - przerwała mu stanowczo.
- Nie wiem! - ryknął. Zadrżałam i podeszłam cicho do schodów, żeby szybko zbiec, ale na chwilę zatrzymałam się. - Nie rozumiesz?! Śnisz mi się, a potem...potem dzieją się dziwne rzeczy i...Julia?
Odpowiedziała mi i jemu cisza. Zbiegłam na dół jak najszybciej potrafiłam, a to co zobaczyłam wydawało się naprawdę przerażające.
- Coś Ty jej zrobił!? - wrzasnęłam na niego i podbiegłam do mojej przyjaciółki, która upadła na sofę. - Zemdlała?
- Na mój widok pewnie tak. - wymamrotał, a potem podniosłam głowę i spojrzałam prosto na niego.
- Jesteś idiotą, wiesz? - warknęłam, poprawiając jej. Wiedziałam, że za parę minut się obudzi. - Powinnam od początku wezwać policję, byłoby po sprawie. - Wyjdź, okej? Pojawiasz się w jej życiu, kiedy jest u niej źle, mącisz jej w głowie, a potem straszysz. Dałbyś spokój. Uczep się jakiegoś pierwszoroczniaka.
- Mówisz jakbyś była święta! - warknął. - Wiesz, że taki nie jestem!
Zamilkłam.
- Poza tym Ty też skrywasz sekret o którym ona nie wie! - krzyknął tym razem na mnie, czy on nie może trzymać emocji na wodzy? - Ona się o wszystkim dowie.
Poczułam jak moje serce zatrzymuje się, jakby na kilka sekund.
_________________________________________________________________________________
Długo nie było. No, ale jest. Bardzo długi jak na mnie. Jak Wam się podoba? Jesteście ze mną? <3
Niedługo dwa przełomowe zdarzenia.:)


2 komentarze:

Obserwatorzy