sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 9. "Wiem o Tobie więcej, niż powinienem"

- Wynoś się z mojego domu! - wrzasnęłam, widząc intruza na moim terytorium. - Rozumiesz?! Wyjdź!
Wzięłam poduszkę, która leżała tuż obok mnie i cisnęłam nią w niego z całych sił. Chłopak osłonił twarz rękoma, ale nie poruszył się z miejsca, nawet nie drgnął. Wzięłam drugą, potem trzecią... Brałam do ręki wszystko co mi się napatoczyło, nie wiedziałam już czym miotam. Dopiero gdy skończyła mi się amunicja, zeskoczyłam z kanapy i podeszłam do Niall'a, zaciskając pięść.
- Czego ode mnie chcesz?! - warknęłam, czując jak do moich oczu napływają łzy.
Nie teraz, proszę, nie chcę się teraz beczeć.
- Porozmawiać. - powiedział cicho, ale na tyle, żebym dała radę go usłyszeć.
Z mojego gardła wydostał się gorzki śmiech.
- Ty naprawdę myślisz, że chcę z tobą rozmawiać po tym jak niemal zabiłeś mojego najlepszego przyjaciela? - odparłam, starałam się być pewna siebie. - Masz w tej chwili wyjść z tego domu i zniknąć z mojego życia.
- Nie, Julia, kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie robią na mnie wrażenia twoje groźby. - to było chyba najdłuższe zdanie jakie powiedział od kiedy tu przyszedł.
Zacisnęłam usta, z niedowierzaniem pokręciłam głową.
Nawet nie zorientowałam się, że nadal mam zaciśniętą dłoń. Z całej siły uderzyłam go w klatkę piersiową, odsunął się pod wpływem mojego ciężaru do tyłu, zaskoczony moją gwałtownością.
Miałam ochotę okładać go pięściami tak, jak on okładał Liam'a. Po prostu marzyłam, żeby poczuł się tak jak on, leżąc na betonie, cały pokryty krwią.
- Nie, Niall - powtórzyła jego słowa - Kiedy wreszcie zrozumiesz, że cię nienawidzę?!
Zacisnął wargi. Uderzyłam go jeszcze raz w klatkę, a potem popchnęłam go. Niechętnie odwrócił się i odszedł w stronę drzwi. Położył dłoń na klamce, kiedy znowu spojrzał w moją stronę, a jego wyraz twarzy zmienił się. Mocne rysy złagodniały, a oczy zaczęły dziwnie błyszczeć. Otworzył usta, a potem pokręcił głową i wyszedł.
Skierowałam wzrok w stronę ściany, w salonie, na której wisiało duże lustro. Wyglądałam koszmarnie: włosy miałam jak siano, były poszadzone, miałam zaciśnięte dłonie, a moje oczy...Były dziwnie puste, a z nich pojedynczo wylatywały łzy. Płakałam. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęłam. Czyżby nienawiść mnie do tego doprowadziła?
Znowu usłyszałam trzask drzwi. Nie patrząc kto idzie, wrzasnęłam:
- Miałeś stąd zniknąć!
Odwróciłam głowę w stronę wejścia...
- Och, hej mamo. - odparłam, wycierając łzy z oczu.
- Julka, co się stało? - spytała, podbiegając do mnie.
Nie dziwiłam się, że jest przerażona. Widok córki w takim stanie na pewno nie jest normalny. Właśnie w takich momentach zdaję sobie sprawę jak bardzo ją kocham. Uwielbiam to, że się tak martwi. Jest młoda, bo urodziła mnie gdy miała osiemnaście lat i czasami mam wrażenie, że nie chce być matką, ale wiem iż mnie kocha. Mogę traktować ją nawet jak przyjaciółkę. Wracając...
Zastanawiałam się czy nie opowiedzieć jej o wszystkim, o Niall'u. Może... Może razem z nią udałoby się nam odizolować go ode mnie i mych przyjaciół.
- Mamo, myślę, że musimy porozmawiać. - powiedziałam, kiedy trochę ochłonęłam.
Kobieta spojrzała na mnie z przerażeniem. Niemal od razu zorientowałam się o co chodzi.
- Julia, tylko mi nie mów, że jesteś w ciąży...
- O Jezu, nie! - zaprotestowałam szybko. 
Złapałam ją za dłoń i pociągnęłam w stronę kanapy.
      Rozmowa z mamą trwała dosyć długo. Może dlatego, że naprawdę wiele rozmawiałyśmy. Justyna nie denerwowała się, że jej nie powiedziałam, ani nie miała mi za złe, iż się bałam. Zawsze mówiła, że mam być pewna siebie, więc bałam się, że teraz ją zawiodłam. Razem z nią ustaliłam, że Kate, ja i Liam zmienimy klasę. Może się wydawać to głupie, ale może rzeczywiście pomóc. Będziemy mieli lekcje w innych salach i będziemy się mijać, więc nie będę narażona na spotkanie z nim.
Na samym końcu objęłam ją i podziękowałam za wszystko. Wstałam, po czym odwróciłam się by odejść do swojego pokoju, kiedy usłyszałam jej  głos. 
- Kocham cię, Julko i chcę, żebyś była bezpieczna. 
- Też cię kocham, mamo. 
Wbiegłam na górę, omijając niektóre schodki i prawie się wywracając, a potem rzuciłam się na łóżko w pokoju i przez parę minut tak leżałam. Trochę jak wrak człowieka. U mnie w pokoju było cicho. Słyszałam jak Justa na dole coś piecze, słyszałam brzęk garnków i czułam ten cudowny aromat. 
Miałam jednak takie uczucia jakby opuszczał mnie duch, a zabrał ze sobą optymizm. Chyba naprawdę te wydarzenia wywarły na mnie ogromną presję.
       Kolejnego dnia obudziły mnie promienie słoneczne, przeciskające się przez żaluzje i opadające na moją twarz. Moim pierwszym odruchem było zakrycie twarzy kołdrą, ale po chwili przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego dnia i od razu odkryłam się. Westchnęłam z bezradności i zwlokłam się z łóżka. Podeszłam do szafy i otworzyłam jej drzwiczki na całą szerokość by ujrzeć całą jej okazałość. Nie miałam ochoty się stroić, więc ubrałam po prostu granatową bluzkę z rękami trzy czwarte i szare rurki, a na nogi założyłam swoje białe nike. Przeczesałam włosy szczotką i związałam je w kucyk, po czym pobiegłam do łazienki umyć zęby. W końcu gotowa zeszłam na dół, gdzie Justyna jak zawsze siedziała na krześle z kubkiem kawy w ręku, oraz z gazetą w drugiej.
Przywitałam się z nią i pocałowałam ją w policzek.
- Jak się spało, Julio? - spytała, nie odrywając wzroku z nad gazety.
- Dobrze. - skłamałam, tej nocy męczyły ją koszmary, ale po co ma ją bardziej niepokoić? - Wiesz co, wczoraj wieczorem zastanawiałam się nad dodatkową pracą i mogłabym pracować w Starbucksie. 
Widziałam niepewność na jej twarzy, ale obie wiedziałyśmy jak wyglądała nasza sytuacja. 
- W porządku. - westchnęła. - Ale to tylko do czasu jak uregulujemy odpowiednią kwotę. Moja pensja z poczty nie wystarczy, ale po pracy będę jechała do szkoły pomagać w zajęciach dodatkowych z angielskiego. Ponoć dostanę  dobrą sumę.
- To cudownie, mamo! - powiedziałam z uśmiechem, a potem zerknęłam na zegarek. - Okej, muszę iść. Idę do Katelynn.
- Nie wracaj późno. - powiedziała, krzycząc za mną.
- Okej. - odparłam, gdy stałam już w korytarzu i ubierałam swoją kurtkę.
Tak naprawdę nie szłam do Kate, tylko do miejscowej księgarni. Chciałam się odprężyć, po prostu zrobić coś co odwróci moją uwagę od Liam'a leżącego w szpitalu i Niall'a. Przeszłam przez ulicę, owijając się szczelniej kurtką. Padał drobny śnieg, ulice były zasypane, a podmuch silnego, zimnego wiatru uderzył mnie w twarz. Można było przysiąc, że wszystko obróciło się przeciwko mnie.
Minęło dziesięć minut od kiedy wyszłam z domu, a śnieg przybrał na sile. Powstała naprawdę niezła zamieć. Byłam wkurzona, a w mojej głowie pojawiało się wiele przekleństw, o których chyba sama nigdy nie miałam pojęcia. Pochyliłam się by śnieg nie sypał mnie w oczy i z oddali ujrzałam bibliotekę. Książki tam nie kupię, ale bynajmniej gdzieś się schronię. 
     Weszłam do środka. W bibliotece nie było dużo ludzi. Była tam pani siedząca z komputerem, jakiś starszy pan czytający książkę w fotelu i młoda dziewczyna szukająca jakiejś lektury. Wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że śnieg padał jeszcze mocniej, niż wtedy gdy byłam na dworze. Pokręciłam głową z dezaprobatą, po czym skierowałam się w stronę działu z literaturą zagraniczną. Przez dobre pięć minut szukałam jakiejś ciekawej książki w ogóle zapominając o Bożym świecie. Stanęłam na palcach by dosięgnąć opowieść, która przyciągnęła mą uwagę, lecz byłam za niska. Warknęłam pod nosem zdenerwowana, a potem rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiegoś taborecika. Nigdzie takowego nie było. Stanęłam jeszcze raz na palcach i podskoczyłam. Znowu nie. A potem...Potem zobaczyłam jak czyjaś duża ręka zdejmuje mi książkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam, odbierając książkę, a gdy podniosłam głowę...
- Nie powiesz mi "dziękuję"? - spytał blondyn.
Rozchyliłam usta, żeby cokolwiek powiedzieć, ale nie wydostało się z nich żadne słowo. Jak to możliwe, że wczoraj tak na niego wrzeszczałam a teraz ledwo mogłam wydusić słowo? Może po prostu czułam się wówczas zszokokwana.
- Dzięki. - powiedziałam wreszcie, odwracając się i chcąc odejść.
Proszę, tylko za mną nie idź. 
- Nie wiedziałem, że lubisz czytać.
No nie wierzę. Przecież on nic o mnie nie wie!
- Cokolwiek o mnie wiesz? - parsknęłam na głos.
- Chyba więcej, niż powinienem.
Och, cholera. Zamilkłam i szybko zniknęłam w innym regale. Wyjęłam komórkę i napisałam do Kate, że musimy się jak najszybciej spotkać, a on znów pojawił się przede mną. Zacisnęłam oczy przyciskając się do półki. Odejdź, proszę, odejdź ode mnie. 
- Mieliśmy porozmawiać. - przybliżył się, a to co zrobiłam potem zaskoczyło mnie samą.
Z całej siły uderzyłam go książką w twarz, po czym upuściłam ją i o mały włos nie wywalając się biegłam w stronę wyjścia.
 - I tak Cię kiedyś dorwę! - wrzasnął, ludzie gapili się to na mnie to na niego z przestrachem.
Otworzyłam z rozmachem drzwi i wybiegłam, uciekałam i uciekałam paręnaście minut.
____________________________________________________________________________
Hej, misiaki!
Witam Was serdecznie w nowym roku:)
Rozdziały będą się pojawiały jak najczęściej będę mogła, ale zrozumcie, jestem w 3 gimnazjum, a teraz drugi semestr....Czeka mnie wiele ciężkiego.
No, ale jak Wam się podoba rozdział? Czekam na komentarze, te rozbudowane i te mniejsze.
+Powstała zakładka "bohaterowie" do której serdecznie zapraszam.

Kocham Was,
Ana xx

4 komentarze:

  1. jest świetny nie mogę się doczekać następnego rozdziału, taka malutka prośba ode mnie czy mogłabyś pisać trochę dłuższe rozdziały?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiesz jak sie cieszę ze oddałaś rozdział chyba z 3 razy dziennie sprawdzałam czy dodalas a rozdział genialny

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne <3 Jednak myślę że powinna z nim pogadać. Od niego nie ucieknie >_< Pozdrawiam i życze weny gimbusiaro :D
    /Nikita

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy