niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 7. 'Masz miesiąc'

Odepchnęłam go. Tak gwałtownie i  niespodziewanie, że sama się zaskoczyłam. Dlaczego to zrobiłam? Moje serce kazało mi zareagować sprzecznie z intuicją, ponieważ ona mówiła, że mam odwzajemnić pocałunek. Jednak nie chcę tego, nie chcę się angażować w związki, a szczególnie z taką osobą.
Blondyn cofnął się o dwa kroki do tyłu, zaskoczony również jak ja. Czy byłam jedyną dziewczyną, która go odrzuciła?
Przez moment przyglądałam mu się w ciszy, bo co miałam powiedzieć?
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nic nie wydostało się z mojego gardła, nawet pisknięcie.
Wyminęłam go i w biegu wybiegłam z klasy. To był cholerny błąd! Nie powinnam się w ogóle do niego zbliżać. Postanowiłam po prostu wrócić do domu.
***
Kiedy znalazłam się w domu, zauważyłam mamę pochyloną nad stertą papierów. Na nosie miała swoje czarne okulary. Zakładała je tylko w ostateczności, kiedy naprawdę musiała ją boleć głowa. Podeszłam do niej, niemalże na palcach, po czym zerknęłam tuż nad jej głową. 
Justyna potrząsała długopisem, który trzymała w ręku. Nie wiedziałam nad czym pracuje, gdyż na kartce majaczyły tylko niewyraźne literki.
- Mamo? - powiedziałam, a kobieta uniosła głowę. 
- Julka? - odpowiedziała, odwracając się. - Czemu nie jesteś w szkole?
- Źle się czuję. - skłamałam, bo gdyby dowiedziała się co zdarzyło się naprawdę to byłybyśmy na pewno w drodze do Chicago jak nie dalej. - Co to?
Mama złożyła papiery w zgrabny stosik i odłożyła je na bok.
- To nic ważnego, skarbie. - powiedziała - Idź się połóż, a ja ci zrobię herbatę. Skoro źle się czujesz to musisz iść się kurować. 
Może i fizycznie byłam zdrowa, ale w mojej głowie wszystko się gotowało. Jeszcze nie dawno miałam normalny, no dobra, prawie normalny rozum, a teraz pomieszały mi się zdarzenia i fakty. Weszłam do swojego pokoju i odrzuciłam buty w kąt. Nie miałam na nic siły, więc opadłam bezwładnie na łóżko. Musiałam sobie wszystko poukładać.
Po pierwsze - sprawa mamy z profesorem od biologii. Co mnie tak odrzuciło? Chyba to, że kłamała. Kłamała, mówiąc mi, że nigdy więcej nie będzie chodziła na randki. Z jednej strony poczułam lekki zawód, że to mój nauczyciel. Naprawdę? Nie mogła sobie wybrać kogoś innego? Z tym akurat nic nie zrobię, ponieważ to wola mojej matki, którą nie zmienię. Zdaje się, że będę musiała się z tym pogodzić. 
Po drugie - Niall. Tak naprawdę go nie znam. W ogóle nic o nim nie wiem. Jest tylko znajomym z klasy, z projektu, mamy razem lekcje. Nic innego nie może mnie z nim łączyć.
Po trzecie - Kate i Liam. 
Uwielbiam ich i czuję się tak jak nigdy w ich towarzystwie. Sprawiają, że czuję się szczęśliwa, bo dają mi radość z życia. Jestem jednak zła, że nie powiedzieli mi o swoich uczuciach do siebie nawzajem.
Po czwarte - Tom.
I tak naprawdę myślałam, że to Niall będzie moim największym problemem, jednak okazało się, że mój tata nim jest. No bo co mogłam zrobić? Jeżeli mu odmówię to mama sama mnie zapakuje i wyśle do niego. Pokręciłam głową - do świąt jeszcze daleko. 
    Nagle usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju otwierają się. Podniosłam się z łóżka i zwinnie usiadłam. Miałam markotną, wręcz znużoną twarz, jednak posłałam Justynie uśmiech kiedy podała mi kubek herbaty. 
- Dzięki. - powiedziałam.
Kobieta nie wyszła. Po jej nerwowych gestach zdążyłam zauważyć, że chce o czymś porozmawiać. Poklepałam lekko miejsce obok siebie. Justyna delikatnie przysiadła na miękkiej pościeli, tuż obok mnie. Bałam się, że powie mi coś ważnego. Z jej zdenerwowania mogłam tylko to wywnioskować. 
- Mamo, możesz mi śmiało powiedzieć o co chodzi. - wymamrotałam, spoglądając w jej niebieskie tęczówki. 
- Julia, ja... - kobieta przełknęła ślinę - Myślę, że powinnaś wrócić do Polski.
To co od niej usłyszałam kompletnie zbiło mnie z tropu. Myślałam, że chce mnie przeprosić za tą sprawę z panem od biologii.
- Co? - spytałam, czując ogromną gulę w gardle - Nie! Nie mogę, ja tu zaczęłam sobie wszystko układać, nawet znalazłam przyjaciół!
- Musisz wrócić do Toma. - powiedziała - Nie wyrabiam z rachunkami, moja pensja nie jest wystarczająco wielka, a ja nie chcę cię obciążać, kochanie. 
- Mamo! - odparłam płaczliwie - Ja przecież pomogę! Mogę iść do pracy, może szukają kogoś jako kelnerki, albo do pomocy w bibliotece! 
- Jesteś taka młoda... - Justyna delikatnie pogładziła mnie po głowie, ale gwałtownie odsunęłam się. - Nie chcę żebyś w tym wieku się poświęcała. 
- Nie, mamo. - podniosłam się szybko z łóżka. - Nie pojadę do Polski, zostanę i ci pomogę. 
Kobieta również wstała. Stałyśmy twarzą w twarz. 
- Daj mi czas. - dodałam - Znajdę pracę, coś wymyślę, tylko błagam pozwól mi zostać.
Mama westchnęła, a moja chwila załamania minęła. Musiałam być silna i musiałam jej pomóc. 
- Dobrze - westchnęła - Miesiąc. Jeżeli ani ja ani Ty nie znajdziemy sposobu, żeby nie mieć zadłużenia to jedziesz do ojca.
Pokiwałam gorąco głową, uśmiechając się szeroko. Oklapłam z powrotem na łóżko, wzięłam do ręki kubek i wzięłam duży łyk. Justyna wyszła z pokoju, a ja zostałam sama. Bynajmniej jedna rzecz się wyjaśniła. 
***
Była godzina szesnasta kiedy jadłam spóźniony obiad razem z mamą. Rozmawiałyśmy o błahych rzeczach, w telewizji leciały wiadomości, a źle dokręcona żarówka niespokojnie mrugała. Kończyłam jeść, gdy usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Podniosłam go na wysokość twarzy i zobaczyłam znajome mi imię "Kate". 
- Halo? - spytałam, a w tle usłyszałam rozdzierający płacz kobiety i pikanie.
- Julia! - płaczliwy głos Katelynn - Julia, Li-Liam.... Prz...yjedź... Do szpitala! 
Widelec, który trzymałam w dłoni wypadł z mych palców. Byłam zszokowana. Kate rozłączyła się, a ja ubrałam kurtkę i wybiegłam. Mama nic nie mówiąc wyruszyła za mną i podwiozła mnie pod szpital.
Kiedy się już tam znalazłam, zobaczyłam karetkę, która zapewne dopiero przyjechała.
W korytarzu zobaczyłam moją rudą przyjaciółkę. Podbiegłam do niej i złapałam ją za ramie, zbyt przerażona, żeby cokolwiek powiedzieć.
- Liam-m zost-tał pobity. - wydusiła - Stracił przytomno-ść i d-dużo krwi. 
- Wyzdrowieje? - powiedziałam, moje usta były suche.
- Julia, on jest w śpiączce. - odparła. - Jest z nim bardzo, bardzo źle.
- Kto go pobił?
- Niall. 
W tym momencie opadłam na krzesło.  
____________________________________________________________
Hejo! 
No więc po długiej przerwie tak jak wspominałam wcześniej - powróciłam.
A o to nowy rozdział w którym hmm, chyba dość sporo się wydarzyło.
Jak Wam się podoba? Jesteście ze mną? ♥

Love!
Ana xx

6 komentarzy:

  1. Rozdział niesamowity! Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam za twoim opowiadaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg, dzieje się :o
    dobrze ze wrocilaś do opowiadania c; mam nadzieję ze wszystko się ułoży i ze Julka i jej mama znajdą jakąś pracę, nie chce żeby wyjezdzala ;-;
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to niall ??
    Czy on do końca upadł na tą pustą łepetynę ??!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam na Twoje opowiadanie dzisiaj i bardzo mi sie podoba. Co do Nialla...nie to nie może być on.. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny tylko gdzie jest 6 rozdział?

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy