sobota, 20 września 2014

Rozdział 6 'Tom'

Moja ręka drżała, kiedy sięgałam kolejny raz po zmiętoloną kartkę. Trzymałam ją w rękach już z setkę, ale  i tak za każdym razem czułam się, jakby dotykając papier,  coś mnie parzyło. Czytając list, napisany eleganckim, pochyłym pismem moim ciałem wstrząsał szloch. Czułam się jakby moje serce pękało na kawałeczki, a te na mniejsze i mniejsze i mniejsze... To tak jakbym znalazła się w śród ogromnego tornada, gdzie w tym wirze kręcili się wszyscy - Niall, mama, Kate i Liam, profesor, tata - to było przerażające i nie wiedziałam jak sobie z tym wszystkim poradzić.
    Teraz było już ciemno, zbliżała się dwudziesta druga, a ja siedziałam skulona na łóżku w swoim pokoju. Znowu rozwinęłam zwitek.
Juleczko,
twoja mama pozwoliła mi na krótki list do Ciebie.
Widzę, że robi postępy.

Kap, Kap, Kap. Łzy niemal bezgłośnie spływały mi po policzku. 

Zdaję sobie sprawę z powagi moich błędów, które popełniłem od odejścia od Justyny, jednak nawet ona nie powstrzymałaby mnie od skontaktowania się z tobą. Nawet jeżeli nie zgodziłaby się na korespondencję...

On jest taki oficjalny.

... i tak wsiadłbym w samolot i poleciał do Londynu.
Jednak udało mi się ją namówić na choćby mały zwitek papieru.
Staram się, żeby wszystko co piszę miało dla ciebie sens.
 Chciałbym, żebyś wróciła do Polski, Julio.
Dobrze wiesz, że kocham cię najmocniej na świecie i drzwi domu mojego i Weroniki stoją dla ciebie otworem.

W moim gardle pojawiła się gula.

Niedługo ferie zimowe. Przyjedź na święta.
 Całuję i czekam na odpowiedź,
Tom 
  
Do świąt zostało parę tygodni. Czuję się jakbym miała zadecydować o czymś co zmieni moje życie.
Może dlatego, że przez tak długi czas nie rozmawiałam z Tom'em? Jakoś nie specjalnie lubię do niego mówić "tato". Większą część wieczora spędziłam na przemyśleniach i wspominkach, szczególnie o moich przyjaciołach z Polski.  
******
Rankiem nic nie poprawiło mojego wczorajszego humoru. Od samego wyjścia z łóżka, zdołałam zauważyć, że Justyna jest na mnie zła. Nie rozumiem dlaczego, przecież nie zrobiłam nic złego. 
To Tom wysłał do mnie list, ja go o to nie prosiłam.  Chciałam z nią o tym porozmawiać, ale nie była skora do rozmowy, więc obrażona chwyciłam w rękę kurtkę i wodę mineralną, po czym wyszłam z domu. Dzisiaj był termin oddawania naszych projektów, więc nasz cudowny plakat był bezpieczny w mojej siatce. Teraz pozostał mi dłuuuugi spacer do szkoły. Wyszłam z domu, dobrze zamykając za sobą drzwi, lecz nim w ogóle zdążyłam się odwrócić poczułam czyjś oddech na swoim karku.
- Powinnaś ubrać kurtkę. - usłyszalam.
Odwróciłam się na piętach i moim oczom ukazał się blondyn. Uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust, czując lekkie rozbawienie, widząc chłopaka na którego policzkach pojawiły się słodkie rumieńce od zimna.  
- Właśnie miałam to zamiar zrobić. - wymamrotałam, pokazując palcem na przewieszony przez moje ramię płaszcz. 
- Pomogę ci. - powiedział, oblizując dolną wargę, którą okalał ten piękny, srebrny kolczyk. 
Naprawdę musiałam zdusić westchnienie. Wyjął z moich rąk okrycie, pokazując ruchem dłoni, żebym się odwróciła. Zrobiłam tak i poczułam jak mój beżowy płaszcz opada delikatnie na me ramiona. Wtedy znowu odwróciłam się w jego stronę, a po sekundzie zorientowałam się, że znalazłam się o dwa centymetry za blisko niego. Zamarłam. Czas mijał wolno, jakby specjalnie ze mną igrając. 
- Teraz cię zapniemy. - powiedział do mnie jak do dziecka.
Zapiął jeden guzik na samym dole, gdzieś w okolicach moich ud. Z moich ust wyłoniła się para, nawet nie wiedziałam, że mam je otwarte. Zamrugałam kilkakrotnie, kiedy poczułam jak zapina każdy kolejny guzik powoli. Gdy skończył, uśmiechnął się do mnie jakby z politowaniem. Pochylił się w moją stronę i szepnął:
- Chociaż wolałbym cię rozpinać, niż... - pociągnął za mój kołnierzyk. - ubierać.
 Zarumieniona spuściłam wzrok i odsunęłam się na parę metrów.
- Co tu robisz?-spytałam, udając niezadowoloną z jego wyczynów mimo, że tak naprawdę moje serce biło jak oszalałe za każdym razem kiedy mnie dotykał.
- Zastanawiałem się czy cię nie podwieźć. - powiedział, opierając się ramieniem o ścianę mojego domu. - Ale widzę, że i tak bez mojej pomocy się nie obędzie, więc cieszę się iż jednak zdecydowałem się tu przyjechać.
Pokiwałam głową. Podwózka była jedną z moich pragnień, ponieważ nie uśmiechała mi się ''pielgrzymka" w śniegu do szkoły. Niall uśmiechnął się do mnie delikatnie, po czym chwycił za ramię i pociągnął w stronę samochodu.
***
Weszliśmy głównym wejściem do szkoły, robiąc a'la wielkie wejście. Miałam czerwone pyzy i czapkę, która zakrywała mi oczy. Po drodze do bramy, nie obyło się bez popychanek czy głupich uwag, więc trzy czwarte mojego ciała było pokryte śniegiem. Musiałam wyglądać naprawdę komicznie, bo Horan cały czas dygotał i dobrze wiedziałam, że nie z zimna. 
 - Co teraz masz? - spytałam, zdejmując czapę i wciskając ją do mojej torby.
- Chemię. 
- Dobra, to do zobaczenia na angielskim. - mruknęłam. 
Wyminęłam chłopaka i nie oglądając się (cudem) za siebie, ruszyłam w stronę swojej klasy od biologi. Już, już miałam wyjść zza zakrętu, kiedy kątem oka zdołałam zauważyć Kate i Liam'a. 
Pochyleni ku sobie zawzięcie coś szeptali. Gwałtownie wróciłam i zza rogu wyjrzałam w ich stronę. Miałam nadzieję, że zdołam cokolwiek usłyszeć.
- ... Mogliśmy jej powiedzieć wcześniej. - usłyszałam rozhisteryzowany głos Katelynn.
- Uspokój się - odpowiedział Liam pełen napięcia. - Ona ... - cisza. - ... jest w porządku. 
Wtedy poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia. Wydarłam się, gdyż nie spodziewałam się takiego gestu. Poczułam jak ktoś przykłada mi dłoń do ust. Zaczęłam się szamotać i rzucać, ale i tak trzymały mnie silne ręce. Po chwili znalazłam się w sali komputerowej. Pustej.
- Dziewczyno! Oddychaj! - wysapał Niall. 
- Co ty do diaska jasnego robisz?! - wyszeptałam złowrogo mimo, że z przerażenia moje serce bardzo szybko biło.
- Ratuję cię. Chyba nie chcesz, żeby twoi przyjaciele nakryli cię na szpiegowaniu.
- Ja wcale nie szpieguję! - warknęłam, zakładając ramiona na piersi.
Chłopak milczał, przyglądając się mojej wystraszonej minie z rozbawieniem, ale i z troską. 
Nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam, przy ścianie czując się bezradnie. Nie minęła minuta, ba, nawet sekunda. Kiedy znalazł się przy mnie. Poczułam jego duże ręce na swoich biodrach i zostałam gwałtownie przyciśnięta do ściany.
- Co ty rob.. - nie zdołałam dokończyć, bo chyba wszyscy dobrze wiemy co było dalej.
 

7 komentarzy:

  1. Jeej boski! <3
    sgfbfnbtnm
    Czekam na nn!
    Już nie mogę się doczekać! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. omg ...on ją pocałował ..JUUUUPIIII !!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znalazłam u ciebie zakładki ze spamem dlatego pozostawiam go tu. Z góry przepraszam jeśli ci to nie odpowiada.

    Jourdan Green od zawsze była grzeczną, wzorową dziewczyną, która zawsze słuchała się rodziców i ukrywała to kim chce być. Po ukończeniu liceum, dziewczyna postanawia sprzeciwić się rodzicom. Mówi im, że chcę zostać muzykiem i pójść do szkoły muzycznej. Rodzicom się to nie podoba, nie taką przyszłość jej zaplanowali. Wyrzucają ją z domu. Dziewczyna za pomocą swoich oszczędności wyjeżdża do Londynu. Zatrzymuje się u swojego brata, Harrego Stylesa który również studiuje i mieszka w Londynie.

    Jedyne co dziewczyna chcę zrobić przez ten rok to ukończyć go z najlepszymi ocenami i pogodzić się z rodzicami, to nie będzie jednak takie łatwe kiedy pozna Nialla Horana, najlepszego przyjaciele swojego brata. Wygląd Nialla i jego tatuaże, jego tatuaże i sposoby flirtu wkurzają ją, ale dziewczyna nie może nic poradzić, gdy odkryje że jest w nim zakochana...

    Spodobała ci się fabuła? Koniecznie zajrzyj na --> http://a-friend-of-my-brother.blogspot.com
    Pamiętaj aby zostawić komentarz i dodać się do obserwatorów bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Nialla i kocham twojego bloga ! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwww jak słodko... Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy