poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 5.



*rano*
Obudziłam się rano z zamiarem pozostania w łóżku. Nie miałam najmniejszej ochoty pojawiać się dzisiejszego dnia w szkole. Otworzyłam oczy, kiedy budzik zadzwonił o szóstej. Zirytowana uderzyłam w niego, po czym naciągnęłam kołdrę na głowę. Miałam nadzieję, że mama jeszcze śpi, albo gdzieś wyparowała, bo nie mam ochoty się z nią widzieć a co dopiero rozmawiać. Jeszcze nie dawno wyklinała wszystkich mężczyzn świata, a teraz przyłapałam ją  z moim profesorem od biologi. Po prostu świetnie!
 Wreszcie po piętnastu minutach leniuchowania i bezsensownego rozmyślania podniosłam się z łóżka. Z szafy wybrałam jakieś szare, sprane dresy i za dużą bluzę. Poszłam do łazienki, żeby wziąć gorącą kąpiel. Kiedy byłam już gotowa do normalnego funkcjonowania, wyjrzałam za okno. Znowu padał śnieg. Zauważyłam, że od wczorajszego dnia bardzo dużo go napadało i gdzieniegdzie widziałam spore zaspy.
  Postanowiłam dzisiaj zacząć projekt na angielski. W domu nudziło mi się niemiłosiernie, więc chciałam zająć czymś ręce. Wzięłam swoją komórkę w rękę i napisałam sms'a do Niall'a.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Wystarczyło, że tylko usiadłam i włączyłam telewizor kiedy moja komórka zabrzęczała wydając swój denerwujący, aczkolwiek charakterystyczny dźwięk.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. 
***
Tak jak Niall mówił chłopak pojawił się przed drzwiami mojego domu dziesięć minut później. Ten to ma wyczucie. Otworzyłam drzwi i napotkałam wzrokiem mojego wspólnika. Uśmiechnęłam się delikatnie i wpuściłam go do środka.
- Cześć. - wymamrotałam. - Chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki. - powiedział, a na dźwięk chrypki w jego głosie zadrżałam. - No więc?
- Chodź do salonu. - pokazał mu ruchem głowy w którą stronę powinien się udać.
Weszliśmy do środka, usadawiając się wygodnie na kanapie. Wyjęłam z torby wielki różowy brystol na którego widok, chłopak się skrzywił.
- Nie lubisz różowego. - spytałam, a raczej stwierdziłam, cudem ukrywając rozbawienie.
- Przeżyję.
- Mam granatowy jeszcze. - dodałam po chwili, zgadzając się na jakiś kompromis.
Niall ożywił się i sam sięgnął po brystol, po czym rozłożył go na stole. Z piórnika wyjęłam grube zakreślacze i notatki z lekcji.
- Co sądzisz, żeby dać tutaj. - wskazał na szczyt kartki. - Wielki nagłówek?
Przyjrzałam mu się zdziwiona. Tego to się nie spodziewałam. Nie liczyłam na jego pomoc, no bo co może wiedzieć o Szekspirze jakiś nieuk. Horan spojrzał na mnie zawstydzony, więc uśmiechnęłam się szeroko. Może jednak ludzie przesadzają z jego "złą stroną", bo jak na razie w stosunku do mnie zachowuje się dobrze.
- Idealnie. - powiedziałam.
Pracowaliśmy tak przez parę godzin. Niall naprawdę się starał i zauważyłam, że chłopak tak naprawdę musi lubić angielski. Byłam zadowolona, nasz projekt wyglądał świetnie. Nie było dużo tekstu, tylko najważniejsze informacje. Wydrukowaliśmy fajne, zabawne obrazki i wszystko idealnie do siebie dopasowaliśmy.
- Jestem z ciebie dumna. - powiedziałam, kiedy po skończeniu plakatu, poszliśmy do kuchni zrobić sobie kanapki.
- Ze mnie? - spytał, mając w buzi jedzenie.
Zachichotałam i pokiwałam głową.
- Myślałam, że będę musiała sama go zrobić.
Chłopak wzruszył ramionami jakby nie było to nic szczególnego.
- Nie oceniaj książki po okładce. - uśmiechnął się niemrawo, w ogóle nie patrząc mi w oczy.
Pokiwałam głową. Dobrze wiedziałam jak to jest. W Polsce ludzie oceniali cię po wyglądzie, albo po twoich ubraniach, czy stopniach w szkole. To zupełnie bezsensu. Może nie jest się pięknym, ale ma się cudowną duszę? Przyjrzałam się blondynowi, który jedząc wyglądał jak dziecko. Przeżuwając jedzenie miał słodkie, lekko zaczerwione pyzy. Mimowolnie zachichotałam z mojego porównania.
Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany przez co jeszcze głośniej się roześmiałam. 
- O co ci chodzi? - spytał zbity z tropu.
- Nie, nic. - wymamrotałam, zduszając kolejny wybuch śmiechu. - Po prostu zabawnie wyglądasz.
Niall otworzył szeroko oczy, po chwili chwytając ścierkę i wycierając usta.
- Już? - spytał jak niewiniątko.
- Tak, w porządku już. - śmiałam się. 
***
Kiedy zjedliśmy, a ja opanowałam swoje "ataki", Niall skierował się w kierunku przedpokoju. 
Zaskoczona powędrowałam za nim. Sama nie wiem kiedy minął nam cały dzień. 
- Musisz iść? - spytałam sama nie wierząc, że w ogóle zadałam to pytanie.
- Tak, raczej tak. - uśmiechnął się niewyraźnie jakby niezadowolony moim pytaniem. - Nie sądzę, żeby twoja mama była zadowolona widząc jakiegoś bandytę w jej mieszkaniu.
Zaskoczona otworzyłam szeroko oczy. Czy chłopak miał do mnie uraz za to, że uważałam, a może i nadal uważam go za niebezpiecznego gościa? To nie moja wina. Sam sprawia takie wrażenie.
- Do zobaczenia. - powiedział i stanął pod drzwiami, po czym położył dłoń na klamce.
Jednak nie nacisnął jej. Wyglądał jakby go coś trapiło. Nie minęła nawet minuta, kiedy chłopak z powrotem stanął na przeciw mnie. Spojrzał na mnie swoimi pięknymi, niebieskimi oczami.
- Denerwuje mnie coś. - powiedział cicho, jakby niepewnie.
- Co?
- To, że raz uważasz mnie za złego człowieka, a raz za kogoś wartościowego.
Poczułam jak na moje policzki wpływa gorący róż. Miał rację. Z każdym dniem pokazywał mi coraz więcej, ale były to dobre jak i złe rzeczy.
- Udowodnię ci. - powiedział nagle.
Podniosłam wzrok, czekając na jego słowa, lecz nie doczekałam się nic.
- Co mi udowodnisz? - czułam się głupio.
- To, że mogę być kimś dobrym. -  zacisnął dłonie w pięść i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
Przez dobre pięć minut stałam na korytarzu z szeroko otwartą buzią.
***
Po wyjściu Niall'a nie robiłam nic ciekawego. Posprzątałam nasze stanowisko pracy i swój pokój. 
Kiedy skończyłam wszystko ogarniać, zrobiłam resztę pracy domowej. Wtorek zleciał mi szybko.
Potem miałam już tylko czas wolne, obejrzałam film i gdy było już naprawdę późno zrozumiałam, że mama nadal nie wracała. Była 22, a ona kończyła o 18. Pomyślałam wcześniej, że może gdzieś poszła, więc nie przejełam się tym szczególnie, ale teraz. Postanowiłam, że umyję się i do niej zadzownie.
Kiedy chciałam podejść do telefonu stacjonarnego usłyszałam jak drzwi otwierają się. Do salonu weszła mama, miała poważny wyraz twarzy a w ręku trzymała kopertę.
- Co to? - spytałam bez powitania, bo po co.
- List od twojego ojca. - odpowiedziała sucho, rzucając go na stół.
Zaschło mi w gardle. Nie widziałam ojca od paru lat.
____________________________________________________________________________
Hej, misie :)
Przepraszam, że rozdział dopiero dzisiaj, ale nie miałam chęci ani weny, żeby go dodać wcześniej.
Rozdziały będą z czasem dłuższe, ale ja nigdy nie pisałam długich, więc będzie mi to tylko dużo czasu zajmować. 
Rozdziały nie będą pojawiały się często bo zaczynam trzecią klasę gimnazjum i będzie dużo pracy.
Jak Wam się podoba?
Dziękuję za 5 komentarzy. xx
Ania x

3 komentarze:

  1. O_o Ojca ???
    Zadziwilo mnie dlaczego akurat jej chce to udowadniac. Widocznie ja bardzo polubil

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow piszesz zajebisty blog fajnie się zapowiada jest on z charakterem taki jaki lubię c: fajnie że ktoś piszę blog o takiej tematyce poniewasz dużo osób przestało już pisać podobne blogi i trudno znaleść coś dobrego kofammm twój blog <33333

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy