piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział Pierwszy 'Niall'

Tym razem nie poszło tak łatwo z moją pobudką. Pierwszy dzień  miałam za sobą i już nie śpieszyło mi się tak  do szkoły. Nie wiem jakie zrobiłam wrażenie, ale myślę, że mało kto będzie starał się ze mną nawiązać kontakt. No chyba, że w ostateczności.
Około siódmej do mojego pokoju wparowała Justyna, która nie była zadowolona, widząc mnie śpiącą. Myślę, że miała nadzieję na jakąś zmianę. Och, mamo, nie znasz mnie?!
- Juleczko, wstawaj! - krzyknęła, łapiąc za rogi moją kołdrę i gwałtownie ją wyrywając. - Spóźnisz się do szkoły!
Poczułam lodowaty chłód i mimowolnie zadrżałam. Zdenerwowałam się, że mnie obudziła.
Postanowiłam ją zignorować i odwróciłam się do niej plecami. Miałam nadzieję, że po prostu odwróci się i odejdzie, ale tym razem mnie zawiodła. Złapała moją  nogę i pociągnęła przez co spadłam z łóżka. Otworzyłam szeroko oczy, zdziwiona jej nagłą reakcją. Byłam na nią zła - nie dość, że budzi mnie tak wcześnie, to jeszcze perfidnie zwala  z łóżka.
- Już się ubierać i wypad z domu! - powiedziała, starając się zachować jak najbardziej spokojny głos.
- Dobrze już, dobrze... - wymamrotałam.
W parę sekund uwinęłam się z łóżkiem, po czym podeszłam do szafy. Otworzyłam jej drzwiczki szeroko. Nie zastanawiałam się długo co ubrać, bo nie dobierałam jakoś szczególnie ciuchów. Po prostu brałam to co wydawało mi się na taką pogodę odpowiednie. Wyjrzałam przez okno, dzisiaj strasznie padało. Zresztą co się dziwiłam, w końcu Londyn! Nie zastanawiając się długo wybrałam biały, puchaty sweter zakładany przez głowę, oraz czarne rurki.W parę minut umyłam się i przebrałam, a gdy byłam gotowa, zeszłam na dół do kuchni, gdzie moja mama przygotowywała sobie kanapki do pracy.
- Na stole masz pieniądze na opłacenie lunch'u. - mruknęła nie odrywając wzroku od jedzenia. - Podwieść cię?
- Nie trzeba. - uśmiechnęłam się do niej lekko, zabierając kasę ze stolika. - Dobra, ja lecę. Do zobaczenia!
Chwyciłam w dłoń swoją torbę i ubrałam białe conversy. Wzięłam klucze od domu, po czym wyszłam w deszcz. Na szczęście wcześniej złapałam w rękę parasol. Otworzyłam go i swobodnie szłam w stronę szkoły. Miałam piętnaście minut drogi i nie było to blisko, ale też nie daleko. Włożyłam w uszy słuchawki i włączyłam Birdy. 
Mniej więcej w połowie drogi usłyszałam za sobą chlupot butów, lecz kiedy odwróciłam się nikogo nie zobaczyłam. Zignorowałam to, myślałam, że za mało spałam i mam zwidy. Ach, oglądanie wieczorem Pamiętników Wampirów nie było dobrym rozwiązaniem. 
Zerknęłam w stronę witryny sklepowej i zagapiłam się, przez co wpadłam na słup. 
Już miałam zsunąć się na nim i upaść na chodnik, kiedy poczułam czyjeś dłonie na talii. 
Dzięki pomocy nieznajomemu podniosłam się. 
Kiedy odwróciłam się zobaczyłam go. Zmroziło mnie. Otworzyłam usta, lecz nie wydostało się z nich żadne słowo.
- Co, nawet dziękuję nie powiesz? - parsknął, uśmiechając się szelmowsko. 
- Umm. - Narazie chłopak nie wydawał się groźny. - Dziękuję.
Złapałam się za ramię, które pulsowało. Skrzywiłam się mimowolnie, co wywołało kpiący uśmiech na jego twarzy.
- Co się szczerzysz? - warknęłam, zdenerwowałam się. 
Jego mina momentalnie zmieniła się. Zmarszczył brwi, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Jesteś zabawna, nigdy nie widziałam takiej ciamajdy.
- Nie jestem ciamajdą. - przewróciłam oczami. - A zresztą nie będę z tobą rozmawiać. 
Odwróciłam się i podniosłam z chodnika swoją parasolkę. Zrobiłam parę kroków w kierunku szkoły. Jeszcze trochę i byłabym w środku, ale nie, oczywiście musiałam wpaść na gościa, którego chciałam jak inni unikać.
- Dlaczego? - spytał.
Podniosłam na niego wzrok, lekko zmieszana. Tak byłam pochłonięta własnymi myślami, że nie zrozumiałam o co się pytał.
- Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? - powtórzył z rozbawieniem.
 - M-muszę iść na lekcje.
Blondyn przewrócił oczami, jakby to co powiedziałam uznał za bezsensowne. 
Przygryzłam dolną wargę. Byłam zdenerwowana.
- Czego ode mnie chcesz? - wymamrotałam cicho. 
- Nic. - wymruczał, robiąc krok w moją stronę. - Przynajmniej narazie.
Odruchowo cofnęłam się co wywołało na jego twarzy kolejny uśmiech. Bawił się ze mną w kotka i myszkę.
- No leć, leć. - powiedział, a gdy to usłyszałam, zaczęłam biec w stronę szkoły. 
Słyszałam tylko jego głośny śmiech...
***
Kiedy na przerwie szłam na angielski razem z Kate, opowiedziałam jej o moim nieszczęsnym spotkaniu. Czułam, że  z nią mogę o tym porozmawiać. Dziewczyna słuchała mnie uważnie.
- Och, Julia... - westchnęła ze współczuciem. - Dopiero co przyjechałaś, a ten typ już cię wypatrzył.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Dlaczego wszyscy się go boją? - spytałam. To pytanie najbardziej mnie trapiło.
 - W zeszłym roku miał napady. To znaczy... groził uczniom, że ich pozabija i wszyscy podejrzewają go, że bierze. - westchnęła Kate. - Miał potyczki ze starszymi uczniami, ale z wszystkich wychodził cało. Ponoć jest w jakimś gangu...
- O Boże. - otworzyłam szeroko oczy. 
- No właśnie. - pokiwała głową. - Radziłabym ci go unikać. 
Wzięłam głęboki wdech. I tak zamierzałam zrobić.
***


 

2 komentarze:

  1. Świetna książka! Widać to już po pierwszym rozdziale. Jesteś wspaniała jako pisarka. Czekam na kolejny rozdział :). Mam też pytanie co ile będą pojawiać się nowe rozdziały ?

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hey :) x
      Dziękuje za komentarz, kochana!
      Rozdziały beda sie pojawiac prawdopodobnie dwa razy w tygodniu chyba, ze cos wypadnie. :)
      To mile, ze ktos czyta <3

      Aniaxx

      Usuń

Obserwatorzy