niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 2. 'Katelynn'

Była długa przerwa, kiedy postanowiłam razem z Kate pójść przed szkołę na plac. Usiadłyśmy na ławeczce niedaleko boiska do koszykówki. Rozciągnęłyśmy się na całej możliwej powierzchni.
Z rudą rozmawiało mi się coraz lepiej i czułam, że jest szansa, abyśmy się zaprzyjaźniły.
- Kate. - zaczęłam, miałam wrażenie, że mój akcent jej dość słaby. - Tak właściwie nic o tobie nie wiem.
- A co byś chciała wiedzieć? - mruknęła, bawiąc się swoimi włosami.
- Wszystko. - zaśmiałam się.
Dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na mnie, jakby chciała wyczytać coś z mojej twarzy.
- No nie wiem, nikt oprócz Liam'a... - westchnęła, a po chwili pokręciła głową. - W porządku. Opowiem ci.
Usiadłam po turecku i oparłam głowę o ręce.
- Tak naprawdę nazywam się Katelynn Smith.- zaczęła cicho. - Urodziłam się dwunastego września w Irlandii, w dość małej, ale zamożnej rodzinie. Od dziecka byłam wychowywana przez babcię, ponieważ moi rodzice - Maggie i Joseph Smith byli sławnymi prawnikami i nigdy nie było ich w domu. Załatwiali mi różne zabawki, kiedy byłam mała, oraz najlepsze ubranka dla lalek. Myśleli, że zapewniając mi różne rzeczy materialne wynagrodzą mi to, że nie ma ich obok. Kiedy skończyłam dziesięć lat poszłam do szkoły publicznej, bo we wcześniejszych latach uczyłam się w domu. Moja babcia wychowała mnie jako godną, wyrafinowaną dziewczynkę, a reszta moich i zresztą twoich rówieśników mieszkała na wsi. Ach, ta Katelynn z miasta! I jeszcze ruda! - powiedziała gorzko. - Byłam wyśmiewana za kolor moich włosów i pochodzenie. Na szczęście poznałam Liam'a, który nauczył mnie nie przejmować się opinią reszty.
Uniosłam zdziwiona brew.
- Tak, Julia, przyjaźnię się z Liam'em osiem lat.
- Wow. - wybełkotałam zdziwiona tyloma informacjami. -To naprawdę sporo.
Moja koleżanka uśmiechnęła się lekko po czym wzięła wdech żeby dalej kontynuować historie.
- Jak mówiłam, przez cała podstawówkę byłam wyśmiewana, lecz z czasem przestało to robić na mnie wrażenie.-mruknęła, patrząc się w jakiś odległy punkt.- Wtedy poszłam do high school, gdzie reszta uczniów była po prostu żałosna zresztą sama to możesz zauważyć. - uśmiechnęła się. - no i pojawiłas się ty, jedyna dziewczyna w klasie, która pozytywnie wyróżniała się. Ot co, cała historia.
- Wow. - powtórzyłam, na co ona zareagowała głośnym śmiechem.
- Nie zachowujesz się jak snobka. - dodałam.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, jakby nie było to nic szczególnego. A było!  Była jedyną osobą, której mogłam ufać w szkole. Strasznie się cieszę, że mamy ze sobą prawie wszystkie zajęcia. No… może nie jedyną, w końcu jest jeszcze Liam, ale oprócz zwykłych rozmów i wygłupianiu się nie wiem o nim nic.
     Kiedy już otwierałam usta, żeby zapytać o chłopaka, rozbrzmiał głośny dzwonek na którego dźwięk lekko się skrzywiłam. Chciałam jeszcze pogadać z Kate. Widząc to dziewczyna parsknęła śmiechem.
- Spokojnie, mamy jeszcze całe życie do rozmów. - rzekła, podnosząc się z ławki. - Co teraz masz?
- Chemię.
- Świetnie. - odparła, po czym pomogła podnieść mi się z ławki.
Po chwili obie skierowałyśmy się w stronę szkoły.
***
Obie weszłyśmy do sali. Była to moja pierwsza lekcja chemii, więc musiałam dać profesorkowi kartkę, którą musiał podpisać.
Parę minut później gdy ( jak się dowiedziałam ) profesor McCall podpisywał arkusz, miałam szansę rozejrzeć się. Z tego co widziałam wszystkie ławki były zajęte. Oprócz jednej, stojącej w odległym koncie sali.
- No dobrze, proszę. - podał mi kartkę, uśmiechając się przy tym lekko. - Hmm, z tego co widzę to tam jest wolne miejsce.
Nauczyciel wskazał ławkę, którą wcześniej wyłapałam wzrokiem.
Kiedy po paru sekundach oklapnęłam na miejsce, z korytarza dobiegł pisk, lecz nie był to krzyk fanki, która zobaczyła idola tylko wrzask przerażenia. McCall zmarszczył brwi, kierując się w stronę drzwi. Większość klasy, w tym ja, potruchtała za profesorem i wychyliła głowy na korytarz.
To co tam wszyscy zobaczyliśmy zmroziło mi krew w żyłach i przez chwile czułam się jakbym była w kinie na jakimś horrorze. Nad Aaronem Gilbertem, przewodniczącym, pochylał się Niall Horan, lecz nie w pomocnym geście. Na twarzy Aarona widniało pięć ogromnych szram z których sączyła się gęsta, czerwona krew. Blondyn chyba nawet nie wiedział, ze ma publiczność. Podniósł dłoń wysoko jakby chciał kolejny raz uderzyć chłopaka, ale w tym momencie moje nogi same ruszyły w ich kierunku, mijając zszokowanego nauczyciela. Nie wierzyłam w to co robię, ani co mną kieruje. Był to impuls. Minęła chwila kiedy stanęłam za Niall'em i złapałam jego pięść. Chłopak nie ruszył się ani na milimetr. Widząc, ze blondyn nie ustępuje i próbuje wyrwać swoją dłoń z mojego uścisku, przysiadłam delikatnie po czym z wyskoku, rzuciłam się na plecy chłopaka który pod moim ciężarem zakołysał się. Nareszcie odwróciłam jego uwagę od Gilberta. Zdziwiło mnie, wręcz zdenerwowało to, ze nikt nie ruszył na pomoc. Aaron widząc, ze Niall jak na razie próbuje zrzucić mnie z pleców, dyskretnie się wycofał.
- Puść mnie, wariatko. - warknął.
- Nie ma sprawy. - parsknęłam, puszczając go i nie chcący upadając na pupę.

Sama nie wiedziałam skąd wzięło się u mnie tyle odwagi. Naprawdę poczułam chęć, żeby pomóc Aaronowi... Wydawał się taki bezbronny. 
W tym momencie w moją stronę odwrócił się Niall, ta scena przypominała scenę gdzie wszyscy wstrzymują oddech, żeby zobaczyć co stanie się dalej. Usłyszałam szelest. Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę dźwięku. Na korytarzu już nie było nikogo. Tylko rude włosy, wychylały głowę zza framugi drzwi, żeby w odpowiednim momencie rzucić mi się na pomoc. 
Wtedy odwrócił się. Był jeszcze przystojniejszy, niż myślałam. Spojrzał na mnie spod przymrożonych powiek i językiem przejechał po swojej dolnej wardze. Otworzyłam szeroko usta, nadal siedziałam na ziemi, tyle, że teraz głowę miała zadartą.
- Będziesz tu tak leżeć? - spytał. 
Miałam wrażenie, że trochę ochłonął. Wyciągnął rękę w moją stronę, lecz zignorowałam ją i podniosłam się sama. Uniósł jedną brew, ale nie skomentował "mojego buntu".
- Dlaczego biłeś tego chłopaka? - mruknęłam, byłam z siebie dumna, że nie zadrżał mi głos, przez co mógł ujawnić się mój strach.
- Dlaczego się wtrącasz? - odpowiedział z kpiną.
- Bo mam swoje powody. - warknęłam już zirytowana.
- Ja też.
Zacisnęłam zęby. Był irytujący. Właściwie dlaczego z nim rozmawiałam? Może dlatego, że zaczęłam lubić jego głos? Och, za dużo Damon'a.
- Jesteś bezczelny.
- A ty denerwująca.
- Wiesz co? Mam cię gdzieś. - warknęłam, odwracając się.
Wtedy poczułam uścisk na moim nadgarstku, po czym zostałam przyciągnięta do niego.
- Słuchaj, Julia - wypowiedział moje imię bardzo cicho. - Radziłbym ci nie wtrącać się w nie swoje sprawy. - cały czas mruczał. - Jesteś zbyt ładna, żeby stała ci się krzywda. - złapał mój podbródek, obracając w prawą stronę by ujawnić mój profil. Chciałam się wyrwać, ale skomentował to cichym śmiechem. - Uważaj na siebie, nie chcemy kolejnego zgonu w tej szkole.
Kiedy mnie dotknął pod jego palcami poczułam iskrę. Ja naprawdę zgłupiałam!
Odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z korytarza.
Chwila.
Kolejny zgon?
__________________________________________________________________________
Hej, hej misiaki :)
Dzisiaj rozdział nieco dłuższy. W sumie jak na mnie to mogłabym go nazwać długim.
Jak się podoba? Akcja dopiero się rozkręca, ale w tym rozdziale mieliście głównie poznać Kate.

Czekam na komentarze. ♥♥
KOCHAM :*

2 komentarze:

  1. Sie dzieje.
    Pokochalam twoj blog.
    Chce nastepny rozdzial ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś świetna. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy