sobota, 9 maja 2015

Rozdział 12. 'Mamo, nie płacz'

Nie spodziewałam się, że moja przyjaciółka zareaguje tak na widok Nialla. Tak właściwie to wcześniej, gdy jechałam z nim do szpitala w ogóle nie myślałam o takich rzeczach. Byłam w lekkim szoku, gdyż nie wyobrażałam sobie nawet, że Kate mogłaby rzucić się na blondyna i to z takim szaleństwem w oczach. Niemal od razu po ogarnięciu co się dzieje, złapałam ją za ramiona i powstrzymałam przed zrobieniem czegoś głupiego. Teraz kiedy kierowały nią sprzeczne emocje, robiła rzeczy, których potem by żałowała.
- Uspokój się - powiedziałam, a głos trochę mi się załamał.
- Jak możesz go bronić?! - odwróciła się do mnie. Dosyć głośno krzyczała. Nogi zaczęły się pode mną uginać. - Puszczaj mnie do diaska!
Zrobiłam tak jak chciała i wzięłam od niej ręce ze skruchą.
- Nie bronię. - powiedziałam cicho. - Tylko powstrzymuję cię od zrobienia czegoś głupiego.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach zalśniła pogarda. Odepchnęła mnie, przez co zachwiałam się i wpadłam na blondyna, który pojawił się przy mnie w momencie, gdy Katelynn odeszła korytarzem. Nawet stąd byłam w stanie zobaczyć jak bardzo jest roztrzęsiona. Odwróciłam się do Nialla, byłam trochę zakłopotana zachowaniem swojej przyjaciółki.
- Przepraszam - wymamrotałam - Za jej zachowanie i w ogóle.
- Miała rację - powiedział, a ja zamrugałam kilkakrotnie oczami, jakbym nie mogła uwierzyć w to co powiedział. Przyznał Kate rację? Olaboga. - Za późno zrozumiałem, że powinienem trochę ochłonąć.
Westchnęłam, bo co mogłam powiedzieć? Taka była prawda. W większości to była jego wina, ale zrozumiał błąd i to chyba było najważniejsze? Liama nie da się już przywrócić do życia, więc co nam zostało? Złość i chęć zemsty tylko nas wypali i nic nie da znęcanie się nad winną osobą. Jasne, że byłam smutna, bo w końcu to był mój przyjaciel, ale znam granicę.
- Może usiądziesz? - zaproponowałam mu. - Wejdę na chwilę do niego. Chcę go zobaczyć.
Skinął głową, nie odzywając się więcej. Przygryzł swoją wargę tak mocno, że znikł mi z widoku nawet jego kolczyk. Odwróciłam się i weszłam do sali Payne'a. Było ciemno, ponieważ lekarze zgasili światło. Li był sam w pokoju, nie miał towarzyszy, a jego rodzice wyszli kilka minut temu.
Tata chłopaka musiał wyprowadzić jego matkę... Była bardzo zmęczona, zdenerwowana i tak dalej, ale jak mogłabym się dziwić. Podeszłam do jego łóżka. Ciało przykryte było białą pościelą. Cieszyłam się, że pozwolili mi wejść, bo zazwyczaj w takich momentach tego zabraniają. Najwidoczniej rodzice Liama rozmawiali z lekarzami. No więc złapałam za róg kołderki. Drżącą ręką odsunęłam pościel, a moim oczom ukazała się twarz mego przyjaciela. Poczułam jak łzy wzbierają się w moich oczach i aż zabrakło mi tchu. Wyglądał jakby był pogrążony w głębokim śnie i wcale nie przypominał trupa. Bardziej jakby był mocno chory. Miał strasznie bladą skórę, a gdzieniegdzie na jego twarzy widniały śliwy i zadrapania.
- No i coś ty narobił... - wyszeptałam do niego cicho. - Nie mogłeś go nie zaczepiać? - delikatnie pogłaskałam go po policzku, wierzchem dłoni. I choć mogło się wydawać to dziwne, ja się z nim po prostu żegnałam. Chciałam się wypłakać po pogrzebie, który sama nie wiem kiedy będzie. Odetchnęłam głęboko, czułam pewnego rodzaju ciężar na sercu. Nie mogłam już tu dłużej siedzieć, bo naprawdę zaczęłabym desperacko szlochać. Złapałam go za kołdrę i przykryłam tak jak na początku. Chciałam wyobrażać sobie, że śpi. Po prostu zasnął...na zawsze. Odwróciłam się i wyszłam, sama nie wiedziałam kiedy tak właściwie zaczęłam płakać. Niall podniósł się bezszelestnie z krzesła, dokładnie w momencie gdy zadzwonił mój telefon. Widząc, że to mama, odebrałam niemal natychmiast. 
- Julio. Wiem, że to nie najlepsza chwila... - wcześniej zadzwoniłam do mamy, żeby to wytłumaczyć. Teraz miała taki smutny i zmęczony głos. - Ale muszę ci coś powiedzieć. Ja... Wyrzucili mnie z pracy.
- Co?! - krzyknęłam z zaskoczeniem i chciało mi sie jeszcze bardziej płakać. - Dlaczego?
- Na moje miejsce startowała lepsza kandydatka, z większym doświadczeniem i poziomem. - jej głos drgał. - Tak bardzo cię przepraszam, kochanie...
Spojrzałam na blondyna, który stał przy moim boku i pewnie dobrze słyszał rozmowę. Westchnęłam ciężko.
- W porządku, mamo... Nie martw sie. Zaraz wrócę do domu i pogadamy. - rozłączyłam się.
- Idziemy? - spytał Niall, a ja kiwnęłam głową. Nogi strasznie mi się trzęsły, miałam wrażenie, że świat zaraz zawali mi się na głowę. Jeśli mama mówi prawdę i nie znajdziemy innego rozwiązania, będę zmuszona wrócić do Polski a w dodatku błagać tatę, żeby nam pomógł, a to by było niesamowite upokorzenie. Dla mnie. No i mamy oczywiście. Blondyn delikatnie ujął moją dłoń... Mój zaskoczony wzrok powędrował do jego ręki, ale oddałam lekki uścisk. Potrzebowałam teraz wsparcia... Jakiegokolwiek. Chłopak pociągnął mnie w stronę wyjścia ze szpitala, a potem przez parking do swojego wozu. Jechaliśmy przez pięć minut w ciszy, lecz gdy w końcu dojechaliśmy przed moje mieszkanie, Niall odchrząknął i spytał:
- Chcesz, żebym wszedł z tobą?
- Nie, nie trzeba. To już sprawa pomiędzy mną i mamą. - powiedziałam cicho, spoglądając na niego zmęczonym wzrokiem. - Już i tak dużo dziś dla mnie zrobiłeś. Dziękuję.
- Nie ma za co. - wymamrotał, opuszczając wzrok na kierownicę. - Dobranoc, Julio.
Posłałam mu słaby uśmiech i wyszłam, a potem skierowałam się w stronę drzwi. Chciałam mieć to wszystko za sobą. Kiedy znalazłam się w środku, widok który tam zastałam... przeraził mnie bez reszty. Justyna siedziała na kanapie, nogi miała podwinięte pod brodę, a twarz w nich schowaną. Jej ramiona drgały i już stamtąd widziałam, że płakała. W okół niej walały się chusteczki, a wyglądała jakby stało się coś naprawdę złego. Znaczy jasne...zwolnili ją, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie, prawda?
- Mamo... - wymamrotałam cicho i czułam jak robi mi się w gardle gula.
- Mamo, nie płacz. - powtórzyłam i przysiadłam się do niej, obejmując ją delikatnie.
Justa odgarnęła swoje włosy z twarzy i spojrzała na mnie tymi swoimi zaczerwienionymi oczami. Widziałam jak cała ta sytuacja ją gnębi. 
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżała. - powiedziała. - Ale ja nie mam pracy... Nie wiem jak długo potrwa szukanie nowej, a nie wiem jak się do tego czasu utrzymamy... Trzeba będzie poprosić twojego ojca o pomoc... - westchnęła cieżko, jakby coś ją bolało. - Jul, musisz wrócić do Polski.
Poczułam się tak jakbym dostała w twarz. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. 
- Nie ma mowy.
- Ty o tym nie decydujesz. - powiedziała cicho. - Spakuj się, a ja zadzwonię do Toma.
A potem poczułam się tak jakby coś pociągnęło mnie w dół. Z moich ust wydostał się krzyk zaskoczenia, gdy sceneria wokół mnie zmieniła się diametralnie.
Otworzyłam gwałtownie oczy, dysząc jakbym przebiegła maraton. Jasne światło raziło mnie w oczy, lecz po chwili nad moją twarzą pojawiły się dwie nowe.
- Obudziła się - powiedziała spokojnie. Kate. Chwila! Kate?! Czy ona nie była na mnie wściekła?
- Daj jej sekundkę - męski głos, który dobiegał z mojej lewej. Niall.
Nie rozumiałam co się w ogóle stało. Podźwignęłam się lekko na łokciu i spojrzałam zaskoczona na Katelynn.
- Co się stało? - spytałam.
- Zemdlałaś - oznajmiła, patrząc na mnie z politowaniem. Nic już nie rozumiem. - Zapewne emocje ostatnich dni tak na ciebie wpłynęły.
Zauważyłam, że blondyn wstrzymuje śmiech. Zmarszczyłam czoło.
- Liam? Zyje? - spytałam szybko, nagle zdając sobie sprawę, ze to wszystko mogło mi sie śnić. - Gdzie moja mama?
- Julia, chyba ci sie cos śniło. - stwierdził chłopak. 
- Liam jest w śpiączce. Dzwonili ze szpitala, ze jego stan sie poprawia i moze niedługo sie obudzi - uśmiechnęła sie szeroko - A twoja mama jest w pracy.
- Co sie stało zanim... Zanim zemdlałam? - pewnie uważali mnie za świruske, ale nagle poczułam ogromne szczęście. To był tylko koszmar! 
- No... Zawarliście rozejm z Niallem. Wszystko sobie we trójkę wyjaśniliśmy. - uśmiechnęła sie do niego, a ja opadłam z powrotem na ziemie.
- Jul, chyba powinnaś odpocząć. - stwierdził chłopak, uśmiechając sie pobłażliwie. 
_____________________________
Hej miśki. Oto pierwszy rozdział po długiej przerwie. Dość długi jak na mnie. Postanowiłam, ze w miarę możliwości rozdziały bedą sie pojawiać co niedziele. 
No a teraz: Jak wam sie podoba? 
Jestem ciekawa co myślicie o całej sytuacji. Możecie opowiedzieć wrażenia bo to po prostu przyjemność ❤️
No to do następnej niedzieli! Buziaki!
Ana 

poniedziałek, 4 maja 2015

Przemyśleń czas!

Hej ludki,
tak sobie myślałam, że wypadałoby dać choć takiego posta. Ogólnie strasznie ostatnio upadłam jeśli chodzi o pisanie. Zabawiam się tylko na forach pbf, a tak to moja kariera pisarska zamarła. Nawet w wordzie już nie piszę i choć mam wenę, siadam przed komputerem to nagle mi się odechciewa. Chciałam kolejny raz odejść, dać sobie spokój, mieć wszystko gdzieś, ale kiedy widzę, że jednak jesteście to... Żal mi to wszystko zostawiać. Nie wiem sama... Chcę prowadzić tego bloga, ale wypadałoby dodawać regularnie rozdziały. Mogłabym spróbować jeszcze raz. Określić jakąś konkretną porę, dzień, kiedy będę dodawała notki. Po prostu... Chciałam wam nieco przybliżyć moją sytuację. Kończę gimnazjum, jest już po testach i mam więcej czasu, więc może jednak teraz mi się uda dokończyć bloga. Mam pomysły... Spróbuję. Dla Was. Jesteście ze mną? ♥
PS. Swoją drogą zamówiłam nowy szablon, żeby odświeżyć bloga.

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 11. "Nadzieja umiera ostatnia"

`POV Julia
Otworzyłam oczy w momencie, gdy usłyszałam jak ktoś krzyczy. Miałam ochotę wrzasnąć, żeby ta osoba się zamknęła, bo głowa bolała mnie jak nigdy dotąd. Czy byłam wcześniej na jakiejś imprezie i mam kaca? Ah, chwilkę... Ja nie chodzę na imprezy.
Zmarszczyłam brwi, a po chwili zamrugałam kilkakrotnie oczami, chcąc przyzwyczaić się do jasności. Uniosłam lewą dłoń do twarzy i przetarłam oko, dokładnie tak jakbym długo spała i ktoś bezceremonialnie mnie obudził. Spojrzałam na pochylającą się nade mną postać. Od razu czułam się jakbym miała znowu zemdleć, ale udawałam zaskoczenie jego obecnością.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. - powiedział, widząc moją głupkowatą minę.
Skrzywiłam się, wiedząc, że mój plan udawania sieroty nie zadziała. Podźwignęłam się na łokciu, żeby zmierzyć go, a także moją przyjaciółkę nienawistnym wzrokiem.
- Nie udaję, bardziej miałam nadzieję, że nasze spotkanie było tylko koszmarem. - warknęłam w jego stronę, czując coraz bardziej narastającą irytację.
- Przestań, Julia. - powiedziała ostro Kate, a ja przeniosłam na nią wzrok z niedowierzaniem. - Czas zakończyć te gierki. - w tym momencie spojrzała na chłopaka. - Jeśli masz jej coś naprawdę ważnego do powiedzenia to mów, a nie baw się z nią w kotka i myszkę, bo to do niczego nie doprowadzi. Ja wychodzę.
Dziewczyna podniosła się, a ja z rozchylonymi ustami obserwowałam jak idzie w stronę drzwi. Po dwóch sekundach usłyszałam trzaskanie i zerknęłam na Niall'a, marszcząc brwi.
- Co ty jej zrobiłeś? - wymamrotałam nadal zaskoczona zachowaniem rudej.
- Nic, po prostu ucięliśmy normalną pogawędkę podczas gdy ty byłaś nieprzytomna. - odpowiedział, siadając obok mnie na sofie.
Podniosłam się tak, żeby siedzieć na kanapie po turecku. Myślę, że będzie mi tak wygodniej, a poza tym chcę widzieć jego twarz, kiedy naprawdę będziemy rozmawiać.
- Widzisz, Jul. - zaczął, chociaż myślami nadal byłam przy mojej przyjaciółce. - Mogłabyś mnie przez chwilę posłuchać? - zmarszczył czoło, a ja spojrzałam na niego tym razem w skupieniu. - Co o mnie słyszałaś?
- Żartujesz sobie ze mnie? - spytałam. - Przyszedłeś tu, żeby porozmawiać o twoim żałosnym tyłku?
Blondyn zacisnął usta, a ja westchnęłam z bezradności.
- Dobra, pomyślmy. - wymamrotałam w końcu. Kiedyś musiała nastąpić ta rozmowa. - Wiem, że byłeś w jakiejś pieprzonej elicie czy gangu... Nie pamiętam zresztą. Miałeś przechlapane i to nie raz u nauczycieli i rodziców. Wiem, że biłeś ludzi i w to wierzę. Widziałam tego chłopaka na korytarzu, oraz Liam'a, więc pod tym względem nawet się nie tłumacz. - zmarszczyłam nos, jakby z obrzydzeniem. - Poza tym te zgony w szkole? O co z nimi chodzi? Masz z tym coś wspólnego?
Może i zadawałam dużo pytań, ale miałam prawo. Wszystko w okół mnie było podejrzane, dziwne i inne. Mogłam się bać i nikt nie powinien w takich okolicznościach nazywać mnie tchórzem. Spojrzałam na jego pogrążoną w skupieniu twarz. Był przystojny. I to bardzo. Musiałam zdusić westchnięcie oczarowania, żeby nie wyszło, że się na niego gapię.
- Nie będę ukrywał, że nie żałuję tego co zrobiłem Liam'owi. - powiedział Niall, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. Przystojnego, ale nadal idiotę. - Kurde, czy Ty w ogóle wiesz co on gadał? Przecież nie przywaliłem mu bo mi się nudziło.
- Nie? - spytałam z sarkazmem. - Oh, myślałam, że poszedłeś na spacer i nagle naszła cię ochota, żeby trzasnąć kogoś w twarz.
- Chryste panie, ja Cię nigdy nie zrozumiem, dziewczyno! - krzyknął blondyn jakby z przerażeniem i uniósł ręce w geście kapitulacji. - Naprawdę nie wiem co mnie w Tobie przyciąga.
Rozchyliłam zaskoczona usta, ale nie skomentowałam tego, żeby bardziej się nie pogrążyć.
- Julio. - powiedział, a ja poczułam się tak bardzo oficjalnie. - Nie chcę być złym człowiekiem, nie dla Ciebie i nie dla Twoich bliskich.
Poczułam się jakby brakowało mi powietrza. Spojrzałam na niego z wyraźnym zaskoczeniem. Niby dlaczego chciał się dla mnie zmieniać? To w ogóle nie miało sensu. 
- Po jakie licho...? - spytałam, nie mogąc nawet wydusić słowa.
- Nie wiem, okay? - warknął, patrząc na mnie nieprzeniknionym wzrokiem. - Po prostu czuję, że muszę coś zrobić, żebyś nie uważała mnie za potwora, który we mnie siedzi.
- Każdy ma swojego potwora. - spojrzałam na niego i sama nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam.
- Tak, ale ja zdaję sobie z niego sprawę i nawet nie próbuję go poskromić. - powiedział.
Niemal czułam jak moje serce podchodzi mi do gardła. Naprawdę byłam zbyt zszokowana, żeby teraz z nim o tym filozofować, a jednak słowa same zaczęły pruć z moich ust. Patrzył mi w oczy, a ja utonęłam w jego błękicie.
- Jak nie? - wymamrotałam delikatnie, jakbym była ogłupiona. - Mówiąc, że chcesz coś zmienić, pokazujesz mi swoją walkę z nim.
- To nie jest takie proste jak może się wydawać. - powiedział, patrząc na mnie.
W jego oczach czaił się jakiś blask, którego nie zdołałam zrozumieć.
Szybko przeniósł wzrok na coś innego.
- Po prostu nie chcę walki. - wymamrotał, jakby samo mówienie sprawiało mu ból. - Chcę spróbować czegoś innego, niż ciągłego buntu.
Nie wiem. Może to czas, żebym trochę dorosnął, żebym spojrzał na wszystko z innej strony. - wzruszył ramionami. - Po prostu chcę zgody, okej? - spojrzał znowu na mnie.
Przygryzłam wargę, nie będąc do końca pewną co odpowiedzieć. Nie chciałam toczyć z nim bitwy, która dla mnie cały czas kończyłaby się porażką, ale czy mogę mu na pewno zaufać? Co, jeśli mnie
"zdradzi" i zleje to co powiedział mi dzisiejszego dnia? Muszę jednak zadecydować, bo w końcu już nic nie mam do stracenia.
- W porządku. - westchnęłam ciężko. - A więc...rozejm?
To było takie...zabawne. Miałam ochotę się roześmiać albo odetchnąć z ulgą. Spojrzałam na niego, a na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Tak. - powiedział i... uwaga, uwaga! Uśmiechnął się!
Tak prawdziwe, nie kpiąco. Boże, gdybym miała aparat to zrobiłabym zdjęcie na pamiątkę, bo nie wiedziałam ile jego humor mógłby tak trwać. Po chwili przypomniało mi się, że na samym początku wspominał coś o śnie. Czy to możliwe, że śniło mu się to co mi? A może po prostu pojawiłam się u niego gdy spał? Już otworzyłam usta, żeby zadać to pytanie, kiedy usłyszałam, że moja komórka dzwoni. Rzuciłam się w jej kierunku o mało co nie zaliczając gleby. Nie wiedziałam kto dzwoni i miałam cichą nadzieję, że to nie mama, bo musiałabym jej się tłumaczyć. Jednak gdy wreszcie zdołałam dosięgnąć telefonu, zauważyłam, że dzwoni Kate. Zmarszczyłam brwi, ale odebrałam i choć rozmowa trwała dosłownie parę sekund, poczułam jak moje serce zatrzymuje się. Rozłączyłam się. Moja mina zapewne nie mówiła nic dobrego, więc Niall podniósł się z miejsca.
- Co się dzieje? - spytał.
- Coś z Liam'em. - powiedziałam, rzucając się w stronę przedpokoju. Musiałam jechać do szpitala. Nie miałam auta, więc będę musiała zamówić taksówkę. - Miał drgawki i z tego co zdołałam zrozumieć są dwie opcje. - wydusiłam, ubierając swoje kozaki w zastraszająco szybkim tempie. - Albo się obudzi albo... - nawet nie mogłam wypowiedzieć tego słowa. Zbyt bolało, a ja nie mogłam dopuścić do siebie tej świadomości.
- Umrze. - dokończył, a ja tylko pokiwałam głową. - Zawiozę cię.
Nie protestowałam. Podwózka była mi bardzo potrzebna. Szybko narzuciłam na siebie kurtkę i chwyciłam klucze w dłoń, a potem wyszliśmy z mieszkania. Modliłam się w duchu o cud, o jakąś łaskę Bożą, żeby wszystko skończyło się dobrze. Bo musiało, nieprawdaż?
***
Niall i ja zaparkowaliśmy pod szpitalem. Było ciemno, ale mimo to biegliśmy przed siebie, w stronę głównych drzwi, które z daleka rzucały nam się w oczy. Miałam ochotę krzyczeć, bo tyle emocji we mnie buzowało. Obawa, a także nadzieja. Dwa tak bardzo sprzeczne uczucia walczyły teraz w moim umyśle. Obawa była silna, nie pozwalała się pokonać przez nadzieję, która walczyła jak kocica.
Mogłoby się wydawać to dziwne, że przez parę minut naszej podróży nie zamieniliśmy ani słowa.
Może Horan rozumiał zaistniałą sytuację, a może nawet poczuł wyrzuty sumienia? Nie wiem, nie czytam w myślach.
Wbiegłam na drugie piętro. Doskonale pamiętałam gdzie jest sala Liam'a w końcu tam spędzałam większość swojego czasu w ostatnich dniach. Bałam się. Bałam się cholernie, że to co zobaczę może przynieść mi piekło. Blondyn był tuż za mną i niemal czułam jego oddech na własnym karku. 
Skręciłam w prawo, ledwo hamując i wpadając w ścianę. Widok, który potem zobaczyłam sprawił, że chaos panujący na korytarzu przerwał mój ostry krzyk. 
Moja rudowłosa przyjaciółka stała jakby skamieniała, patrząc się szeroko otwartymi oczami w drzwi sali. Nie wiedziałam kto tam stoi, ale ewidentnie ktoś do niej mówił. Katelynn upadła na kolana, zakrywając twarz dłońmi. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz, a ona zaczęła płakać. Widząc to zatrzymałam się nagle i gwałtownie w miejscu. Nie było to dziwne, że zorientowałam się od razu co się stało. Moje serce przestało bić na parę sekund, a moje wnętrzności wywróciły się do góry nogami.
Nie mogłam uwierzyć. Nie musiałam podchodzić, żeby wiedzieć, że Liam'owi się nie udało. 
Zacisnęłam oczy, jakby chcąc zdusić ryk szlochu, bo ten podchodził mi do gardła. Nadzieja umiera ostatnia?
Podbiegłam do mojej przyjaciółki i upadłam na kolana obok niej.
- K-k-kate? - wybełkotałam, choć już płakałam. 
- Nie...udało mu...się. - powiedziała ledwo łapiąc oddech.
Objęłam ją jak najmocniej umiałam. Płakałyśmy obie długo na środku korytarza obok sali mojego zmarłego przyjaciela. Nic do nas nie dochodziło i nikt nam nie przeszkodził. Nie kazano nam się stąd zmywać. Z jego sali wyszedł lekarz i powiedział coś do rodziców chłopaka. Jego matka płakała, siedząc na plastikowym krzesełku i chowając twarz w dłoniach. Ja i Kate na pewno nie czułyśmy takiego bólu jak ona. 
W końcu podniosłam głowę. Na korytarzu stał Niall, wpatrując się w nas z przerażeniem. Nie wiedziałam co mógł teraz czuć i nie chciałam wiedzieć. Wytarłam oczy od łez, choć jeszcze nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Spojrzałam na mamę Liam'a.
- Będziemy mogły go zobaczyć? - unormowałam z trudem oddech. 
Kobieta kiwnęła głową, a ja odwróciłam wzrok. Nawet nie zauważyłam kiedy moja przyjaciółka podniosła się. Jej piękne oczy świeciły rządzą mordu, a patrzyła na... Niall'a. Wyciągnęła palec w jego stronę.
- To twoja wina, słyszysz?! - krzyknęła w jego kierunku. - Zabiłeś go!
Ruda rzuciła się w jego kierunku...
_______________________________________________________________________________

Hej, hej! Rozdziału dawno nie było, ale nie miałam motywacji. Nie komentowaliście, ani nie widziałam żadnej aktywności, że ktoś w ogóle to czyta, ale w końcu pomyślałam, że sobie nie daruję jeśli nie będę pisała tego bloga. Mam tyle pomysłów i checi... Wszystko powinno iść po mojej myśli.

Jak Wam się podobał? Co myślicie? Czekam na Wasze opinie. xx

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 10. 'Sen'

Przymknęłam oczy, kiedy chłód zaczął przyjemnie szczypać moją skórę. Wstrzymałam oddech w momencie gdy zerwał się zimny powiew wiatru. Po paru sekundach bezruchu uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Rozchyliłam usta, rozłożyłam ręce. Moje włosy powiewały, ubranie trzepotało, a ciało kołysało się delikatnie, jakbym słuchała pięknej muzyki. Z nieba spadały malutkie płatki śniegu...Obsypywały moją twarz, ręce, nogi, brzuch. Czułam się jak w pięknej melancholii. Taki stan spokoju. Leżałam w śniegu, który był miękki niemal jak puch. Nie miałam na sobie nic, oprócz czarnej sukienki, która niezwykle mocno kontrastowała się z bielem śniegu. Bezruch. Moje oczy wpatrywały się w chmury, w niebo, jakbym przeczesywała wzrokiem przestrzeń kosmiczną. 
Czułam się jak w bajce, jak królowa śniegu. Nie było mi zimno mimo, że na dworze była temperatura na minusie. Niesamowite uczucie wchłonęło mnie zupełnie w ten świat, w którym byłam sama...
 - Przynajmniej tak myślałam. - powiedziałam w stronę Katelynn, przypominając sobie sen z ubiegłej nocy.
Usłyszałam szmer, a może to były kroki? Sama nie wiem. Nagle tą nieskazitelną ciszę
przerwał warkot.
- Silnika? - przerwała mi przyjaciółka.
- Nie, to było jak.. - pomachałam dłonią, starając się znaleźć odpowiednie słowo. - Warkot psa?
- Co, może to był wilkołak? - parsknęła.
- Zamknij się, bo ci nie opowiem. - warknęłam, trochę zawiedziona.
Momentalnie podniosłam się, topiąc dłonie w zaspie śniegu. Odwróciłam się gwałtownie, chcąc zobaczyć kto tak bezczelnie przerywa mój błogi odpoczynek. Po chwili zrobiło się ciemno.
Niebo przestało być już tak pięknie niebieskie, bo przesłoniły je gęste szare chmury. Nie padał już śnieg, z nieba strzelały pioruny. Spojrzałam w stronę gęstych zarośli, myśląc, że zaraz wyskoczy na mnie niedźwiedź, albo wilk.  Zmrużyłam oczy. Chciałam wypatrzeć ten cień, ruch zza krzaków.
Widziałam jak Kate wstrzymuje oddech, a jej oczy rozszerzają się. Nie dziwiłam się jej przerażeniu, bo sama bym tak zareagowała, gdybym to ja była na jej miejscu. Ale nie byłam. I musiałam dokończyć opowieść o moim dziwnym śnie.
Zrobiłam trzy kroki w stronę zarośli. Ostrożnie, wstrzymując oddech, położyłam dłoń na jednej z gałęzi i znieruchomiałam. Oddech uwiązł mi w gardle. Poczułam szczypanie w oczach, a po chwili zaczęłam nieświadomie płakać. Odchyliłam gałąź, aby swobodnie przejść przez krzew. 
W tej zaspie leżało małe zwiniątko. Pochyliłam się nad nim, chcąc ochronić maluszka przed całym złem tego beznadziejnego świata. Wzięłam ów dziecko na ręce i odchyliłam rąbek kocyka. Moim oczom ukazała się wówczas delikatna buźka chłopczyka, może rocznego? Maluśki trząsł się niesamowicie, więc przycisnęłam je mocniej do piersi, aby dać choć trochę więcej ciepła.
Żałowałam, że nie mogłam okryć go czymś innym. Rozejrzałam się w poszukiwaniu człowieka, który  mógł go podrzucić albo zostawić, jednakże nie było tam nikogo. Zdesperowana, a zarazem przerażona spojrzałam w ostre, błękitne oczy dziecka. Byłam pod wrażeniem i niemal natychmiast zamrugałam kilkakrotnie oczami. Dziecko robiło się coraz cięższe i cięższe, nie mogłam je utrzymać na rękach. Stęknęłam z wysiłku i położyłam je z powrotem na śniegu. Natychmiast mały człowiek z pozornego bobasa zmienił się w dojrzałego mężczyznę. 
- No nie gadaj. - westchnęła rudowłosa, nie mogąc się powstrzymać od komentarza. - Kto to był?
Uśmiechnęłam się do siebie ironicznie, jakby z bezradności. Niemal od razu po przemianie, moje oczy napotkały jego, tego osobnika. Nie musiałam rozglądać się po jego twarzy by wiedzieć z kim mam do czynienia, bo przede mną stał...
- Niall.
- Julio. - powiedziała po chwili, która według mnie trwała w nieskończoność. - Moim zdaniem powinnaś z nim wreszcie porozmawiać.
- Wiem. - mruknęłam, chowając twarz w dłonie. - Czuję, że to mnie nie ominie.
Najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że znowu będę musiała stanąć twarzą w twarz z Niall'em. Nie wiem czy jestem na to gotowa psychicznie i fizycznie. Nie chciałam rozmawiać z kimś kto rani ludzi, czerpiąc z tego czystą satysfakcję.
- Bo nie ominie. - potwierdziła moje słowa, posyłając mi współczujący wzrok.
Wstała. Myślałam, że wyjdzie, ale ona usiadła obok mnie i objęła ramieniem, zapewne chcąc dodać mi otuchy. Doceniałam jej gest, jednak wiedziałam, że to nie poprawi mu humoru ot tak.
Poza tym nie miałam pojęcia co miał mi do powiedzenia. No bo chyba nie to, że przeprasza, bo z takim czymś powinien iść do Liam'a rodziców. Westchnęłam cicho, nie wiedziałam nic i to w ogóle nie poprawiało mojej obecnej sytuacji.
- No trudno. - powiedziałam w jej kierunku, spuszczając wzrok na swoje dłonie. - Jak zobaczę go w szkole to spytam się o co mu chodzi. Chcę z nim rozmawiać w publicznym miejscu, na pewno nie sam na sam. - dodałam po chwili pewnie.
Warunki ja będę ustalać. Koniec płakania na sobą i pojękiwania nad swoim losem. Czas wziąć się za siebie i zebrać życie do kupy. Po chwili podniosłam się z miejsca i położyłam dłonie na biodrach. Chciałam wyglądać na zdeterminowaną, ale jak mi wyszło to nie wiem. Zobaczyłam tylko tajemniczy błysk w oku Kate. Posłała mi uśmiech, znowu. Jezusie, ta dziewczyna to ma w sobie energię. Cieszę się, że ją odzyskała po tamtym wydarzeniu. Puściłam do niej oczko, a potem złapałam ją za dłoń i pociągnęłam w stronę kuchni. Miałam ochotę na gorącą czekoladę.
Katelynn poszła za mną potulna jak baranek.
Kiedy przygotowywałam kubki i wlałam mleko do garnuszka, zdałam sobie sprawę jak bardzo trzęsą mi się ręce. Słyszałam jak moja przyjaciółka wzdycha z tyłu, a po chwili odbiera mi kartonik i sama wlewa jego zawartość do końca.
- Nie denerwuj się tak bardzo - powiedziała. - Wiem, że się go boisz i wcale Ci się nie dziwę, ale nie możesz wiecznie uciekać.
- Ja wiem... - odparłam, czując jak łamie mi się głos. - Ale ja się go boję, wiesz? Tak bardzo...Bo, co go powstrzyma, żeby nie skrzywdził mnie jak Liam'a?
- Nie możesz mieć pewności. - mruknęła spokojnie. - Jednak musisz stawić mu czoła.
Wypuściłam wolno powietrze z ust. Wiedziałam, że ma rację. Poza tym nie mam wyboru.
- Może, mogłybyśmy jakoś się z nim skontaktować i...I może on by tu przyszedł? - powiedziała. - Schowałabym się u góry i gdyby coś...to bym zbiegła.
Zacisnęłam mocno usta, a po chwili pokiwałam głową.
     Katelynn włączyła mojego laptopa i weszła na facebook'a, żeby zdobyć jego numer telefonu.
Co za idiota podaje swój numer w sieci? Trzeba być naprawdę nieźle cofniętym w rozwoju. No, ale chociaż raz czyjaś głupota mogła nam pomóc. Spisałam cyferki z ekranu i wpisałam je do mojego telefonu.
- Zadzwonić czy napisać? - spytałam, czując się dziwnie. Bardzo dziwnie.
- Zadzwoń, będzie szybciej. - powiedziała, patrząc na mnie z niepokojem. Czyżby sama zgubiła wiarę?
- Okej.. - odburknęłam. - Okej...
Mój palec skierował się w stronę zielonej słuchaweczki. Dobra, zrobię to. Kliknęłam i przez sekundę, kiedy nawiązywano połączenie, miałam ochotę wyrzucić komórkę przez okno. Przyłożyłam telefon do ucha, niemal po cichu licząc sygnały. Kątem oka widziałam jak Katelynn niecierpliwie spogląda na moją twarz.
- Horan.
Spanikowałam. Przysięgam.  Już byłam bliska, żeby otworzyć okno i puścić z wiatrem moją komórkę, ale wypuściłam tylko powietrze z ust.
- Tu Julia. - powiedziałam.
Przez parę sekund po drugiej stronie panowała cisza, odsunęłam komórkę, żeby spojrzeć czy nie przerwał połączenie.
- No? 
- Chciałeś ze mną porozmawiać. - burknęłam, dziwiąc się, że mój głos nie wyjawił mu jak bardzo się boję. - Mogę to zrobić.
- Świetnie. - czyżby odetchnął z ulgą? - Jutro, w park...
- Nie. - przerwałam mu śmiało. Agh. - Dzisiaj, za półgodziny, u mnie w domu. Chcę mieć pewność, że nic Ci nie odwali.
- Kocica stawia warunki. Podoba mi się. - mruknął. - Przyjadę. 
I rozłączył się. Tak po prostu. Otworzyłam usta, jakbym chciała coś dodać, ale nie miałam do kogo mówić. Ach, odbiło mi.
- Przyjedzie? - spytała Kate, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
Pokiwałam głową, bo czułam jakby odebrano mi mowę.
     Byłam w salonie. Opierałam się o sofę, uparcie gapiąc się w drzwi wejściowe.
Słyszałam jak moja przyjaciółka siada u góry na łóżko, a po chwili, jakby cały świat zamilkł w oczekiwaniu. Cisza wypełniała każdą szczelinę, jakby nie chcąc, żeby jakikolwiek hałas przedostał się do środka. Minęło dwadzieścia minut od kiedy wykonałyśmy połączenie, a go jeszcze nie było.
Zacisnęłam zęby. Niech się rusza, nie mam zamiaru czekać i obawiać się w nieskończoność.
Dokładnie w momencie, w którym chciałam krzyknąć, że chyba nie przylezie, usłyszałam pukanie do drzwi. Słyszałam jak moja przyjaciółka zamiera w bezruchu, a ja odepchnęłam się od kanapy i ruszyłam w stronę wejścia. Tylko odgłos moich kroków przerywał ciszę. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech, jakbym zaraz miała zanurzyć się pod wodę i nacisnęłam na klamkę.
Moim oczom ukazał się Niall, od stopy do głowy ubrany w czerń.
- Żałoba? - spytałam, ścinając go wzrokiem. Jezusie, skąd we mnie tyle odwagi?

`POV Katelynn
Miałam wrażenie, że każdy mój ruch może zagrozić Julii, która znajdowała się na dole.
Siedziałam na łóżku w jej pokoju do którego drzwi były otwarte, abym wszystko lepiej usłyszała.
Bałam się w ogóle poprawić, że on usłyszy skrzypienie. Chciałam wiedzieć co chce od Julii.
Tylko, że ona nie wiedziała dlaczego on pobił Liam'a. A przecież nie zrobił nic złego tylko chciał obronić Jul...Miałam nadzieję, że wszystko wyjaśni.
- Żałoba? - spytała.
Przełknęłam gulę w gardle. Julia nie wyskakuj tak. Narażasz się.  - pomyślałam.
Słyszałam jak wchodzi na środka. Stawiał ciężkie kroki, jakby charakterystyczne dla niego.
- Wiesz... - powiedział. I ta chrypa. W tym momencie współczułam Julii.- Mówią, że strój odzwierciedla swój charakter.
Żałowałam, że nie widziałam w tamtym momencie jej miny. Mogłabym przysiąc, że skanuje ją wzrokiem. Podniosłam się z łóżka najciszej jak umiałam, a potem skierowałam się w stronę drzwi nadal nasłuchując. Chciałam dokładniej słyszeć co mówi.
- No więc co masz mi niby do powiedzenia? - spytała Jul.
- Denerwuje mnie to w jaki sposób o mnie myślisz. - odpowiedział jej, a ja gwałtownie zatrzymałam się.
Co on bredzi? Zachowuje tak jak się zachowuje, a potem denerwuje się, że ktoś wyraził o nim swoją opinię. Co za idiota!
- Skąd możesz wiedzieć co o Tobie myślę? - wymamrotała tak, że ledwo ją usłyszałam.
- Widzę, Julia. - wymówił jej imię niemal z namaszczeniem. Co z nim do cholery jasnej jest nie tak?
 Oparłam się o framugę drzwi, wychylając głowę.
- Wiem, że namieszałem, ale...
- Namieszałeś to mało powiedziane. - warknęła moja przyjaciółka. Hoho. - Pobiłeś mojego najlepszego przyjaciela, wcześniej niewinną osobę, a potem uczepiłeś się mnie! Ty BARDZO namieszałeś.
- Masz rację - moje usta rozchyliły się, byłam zdezorientowana. Co on chce jej powiedzieć? - Powinnaś mnie zrozumieć. To nie takie proste i ...
- Po co żeś się mnie uczepił? - przerwała mu stanowczo.
- Nie wiem! - ryknął. Zadrżałam i podeszłam cicho do schodów, żeby szybko zbiec, ale na chwilę zatrzymałam się. - Nie rozumiesz?! Śnisz mi się, a potem...potem dzieją się dziwne rzeczy i...Julia?
Odpowiedziała mi i jemu cisza. Zbiegłam na dół jak najszybciej potrafiłam, a to co zobaczyłam wydawało się naprawdę przerażające.
- Coś Ty jej zrobił!? - wrzasnęłam na niego i podbiegłam do mojej przyjaciółki, która upadła na sofę. - Zemdlała?
- Na mój widok pewnie tak. - wymamrotał, a potem podniosłam głowę i spojrzałam prosto na niego.
- Jesteś idiotą, wiesz? - warknęłam, poprawiając jej. Wiedziałam, że za parę minut się obudzi. - Powinnam od początku wezwać policję, byłoby po sprawie. - Wyjdź, okej? Pojawiasz się w jej życiu, kiedy jest u niej źle, mącisz jej w głowie, a potem straszysz. Dałbyś spokój. Uczep się jakiegoś pierwszoroczniaka.
- Mówisz jakbyś była święta! - warknął. - Wiesz, że taki nie jestem!
Zamilkłam.
- Poza tym Ty też skrywasz sekret o którym ona nie wie! - krzyknął tym razem na mnie, czy on nie może trzymać emocji na wodzy? - Ona się o wszystkim dowie.
Poczułam jak moje serce zatrzymuje się, jakby na kilka sekund.
_________________________________________________________________________________
Długo nie było. No, ale jest. Bardzo długi jak na mnie. Jak Wam się podoba? Jesteście ze mną? <3
Niedługo dwa przełomowe zdarzenia.:)


sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 9. "Wiem o Tobie więcej, niż powinienem"

- Wynoś się z mojego domu! - wrzasnęłam, widząc intruza na moim terytorium. - Rozumiesz?! Wyjdź!
Wzięłam poduszkę, która leżała tuż obok mnie i cisnęłam nią w niego z całych sił. Chłopak osłonił twarz rękoma, ale nie poruszył się z miejsca, nawet nie drgnął. Wzięłam drugą, potem trzecią... Brałam do ręki wszystko co mi się napatoczyło, nie wiedziałam już czym miotam. Dopiero gdy skończyła mi się amunicja, zeskoczyłam z kanapy i podeszłam do Niall'a, zaciskając pięść.
- Czego ode mnie chcesz?! - warknęłam, czując jak do moich oczu napływają łzy.
Nie teraz, proszę, nie chcę się teraz beczeć.
- Porozmawiać. - powiedział cicho, ale na tyle, żebym dała radę go usłyszeć.
Z mojego gardła wydostał się gorzki śmiech.
- Ty naprawdę myślisz, że chcę z tobą rozmawiać po tym jak niemal zabiłeś mojego najlepszego przyjaciela? - odparłam, starałam się być pewna siebie. - Masz w tej chwili wyjść z tego domu i zniknąć z mojego życia.
- Nie, Julia, kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie robią na mnie wrażenia twoje groźby. - to było chyba najdłuższe zdanie jakie powiedział od kiedy tu przyszedł.
Zacisnęłam usta, z niedowierzaniem pokręciłam głową.
Nawet nie zorientowałam się, że nadal mam zaciśniętą dłoń. Z całej siły uderzyłam go w klatkę piersiową, odsunął się pod wpływem mojego ciężaru do tyłu, zaskoczony moją gwałtownością.
Miałam ochotę okładać go pięściami tak, jak on okładał Liam'a. Po prostu marzyłam, żeby poczuł się tak jak on, leżąc na betonie, cały pokryty krwią.
- Nie, Niall - powtórzyła jego słowa - Kiedy wreszcie zrozumiesz, że cię nienawidzę?!
Zacisnął wargi. Uderzyłam go jeszcze raz w klatkę, a potem popchnęłam go. Niechętnie odwrócił się i odszedł w stronę drzwi. Położył dłoń na klamce, kiedy znowu spojrzał w moją stronę, a jego wyraz twarzy zmienił się. Mocne rysy złagodniały, a oczy zaczęły dziwnie błyszczeć. Otworzył usta, a potem pokręcił głową i wyszedł.
Skierowałam wzrok w stronę ściany, w salonie, na której wisiało duże lustro. Wyglądałam koszmarnie: włosy miałam jak siano, były poszadzone, miałam zaciśnięte dłonie, a moje oczy...Były dziwnie puste, a z nich pojedynczo wylatywały łzy. Płakałam. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęłam. Czyżby nienawiść mnie do tego doprowadziła?
Znowu usłyszałam trzask drzwi. Nie patrząc kto idzie, wrzasnęłam:
- Miałeś stąd zniknąć!
Odwróciłam głowę w stronę wejścia...
- Och, hej mamo. - odparłam, wycierając łzy z oczu.
- Julka, co się stało? - spytała, podbiegając do mnie.
Nie dziwiłam się, że jest przerażona. Widok córki w takim stanie na pewno nie jest normalny. Właśnie w takich momentach zdaję sobie sprawę jak bardzo ją kocham. Uwielbiam to, że się tak martwi. Jest młoda, bo urodziła mnie gdy miała osiemnaście lat i czasami mam wrażenie, że nie chce być matką, ale wiem iż mnie kocha. Mogę traktować ją nawet jak przyjaciółkę. Wracając...
Zastanawiałam się czy nie opowiedzieć jej o wszystkim, o Niall'u. Może... Może razem z nią udałoby się nam odizolować go ode mnie i mych przyjaciół.
- Mamo, myślę, że musimy porozmawiać. - powiedziałam, kiedy trochę ochłonęłam.
Kobieta spojrzała na mnie z przerażeniem. Niemal od razu zorientowałam się o co chodzi.
- Julia, tylko mi nie mów, że jesteś w ciąży...
- O Jezu, nie! - zaprotestowałam szybko. 
Złapałam ją za dłoń i pociągnęłam w stronę kanapy.
      Rozmowa z mamą trwała dosyć długo. Może dlatego, że naprawdę wiele rozmawiałyśmy. Justyna nie denerwowała się, że jej nie powiedziałam, ani nie miała mi za złe, iż się bałam. Zawsze mówiła, że mam być pewna siebie, więc bałam się, że teraz ją zawiodłam. Razem z nią ustaliłam, że Kate, ja i Liam zmienimy klasę. Może się wydawać to głupie, ale może rzeczywiście pomóc. Będziemy mieli lekcje w innych salach i będziemy się mijać, więc nie będę narażona na spotkanie z nim.
Na samym końcu objęłam ją i podziękowałam za wszystko. Wstałam, po czym odwróciłam się by odejść do swojego pokoju, kiedy usłyszałam jej  głos. 
- Kocham cię, Julko i chcę, żebyś była bezpieczna. 
- Też cię kocham, mamo. 
Wbiegłam na górę, omijając niektóre schodki i prawie się wywracając, a potem rzuciłam się na łóżko w pokoju i przez parę minut tak leżałam. Trochę jak wrak człowieka. U mnie w pokoju było cicho. Słyszałam jak Justa na dole coś piecze, słyszałam brzęk garnków i czułam ten cudowny aromat. 
Miałam jednak takie uczucia jakby opuszczał mnie duch, a zabrał ze sobą optymizm. Chyba naprawdę te wydarzenia wywarły na mnie ogromną presję.
       Kolejnego dnia obudziły mnie promienie słoneczne, przeciskające się przez żaluzje i opadające na moją twarz. Moim pierwszym odruchem było zakrycie twarzy kołdrą, ale po chwili przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego dnia i od razu odkryłam się. Westchnęłam z bezradności i zwlokłam się z łóżka. Podeszłam do szafy i otworzyłam jej drzwiczki na całą szerokość by ujrzeć całą jej okazałość. Nie miałam ochoty się stroić, więc ubrałam po prostu granatową bluzkę z rękami trzy czwarte i szare rurki, a na nogi założyłam swoje białe nike. Przeczesałam włosy szczotką i związałam je w kucyk, po czym pobiegłam do łazienki umyć zęby. W końcu gotowa zeszłam na dół, gdzie Justyna jak zawsze siedziała na krześle z kubkiem kawy w ręku, oraz z gazetą w drugiej.
Przywitałam się z nią i pocałowałam ją w policzek.
- Jak się spało, Julio? - spytała, nie odrywając wzroku z nad gazety.
- Dobrze. - skłamałam, tej nocy męczyły ją koszmary, ale po co ma ją bardziej niepokoić? - Wiesz co, wczoraj wieczorem zastanawiałam się nad dodatkową pracą i mogłabym pracować w Starbucksie. 
Widziałam niepewność na jej twarzy, ale obie wiedziałyśmy jak wyglądała nasza sytuacja. 
- W porządku. - westchnęła. - Ale to tylko do czasu jak uregulujemy odpowiednią kwotę. Moja pensja z poczty nie wystarczy, ale po pracy będę jechała do szkoły pomagać w zajęciach dodatkowych z angielskiego. Ponoć dostanę  dobrą sumę.
- To cudownie, mamo! - powiedziałam z uśmiechem, a potem zerknęłam na zegarek. - Okej, muszę iść. Idę do Katelynn.
- Nie wracaj późno. - powiedziała, krzycząc za mną.
- Okej. - odparłam, gdy stałam już w korytarzu i ubierałam swoją kurtkę.
Tak naprawdę nie szłam do Kate, tylko do miejscowej księgarni. Chciałam się odprężyć, po prostu zrobić coś co odwróci moją uwagę od Liam'a leżącego w szpitalu i Niall'a. Przeszłam przez ulicę, owijając się szczelniej kurtką. Padał drobny śnieg, ulice były zasypane, a podmuch silnego, zimnego wiatru uderzył mnie w twarz. Można było przysiąc, że wszystko obróciło się przeciwko mnie.
Minęło dziesięć minut od kiedy wyszłam z domu, a śnieg przybrał na sile. Powstała naprawdę niezła zamieć. Byłam wkurzona, a w mojej głowie pojawiało się wiele przekleństw, o których chyba sama nigdy nie miałam pojęcia. Pochyliłam się by śnieg nie sypał mnie w oczy i z oddali ujrzałam bibliotekę. Książki tam nie kupię, ale bynajmniej gdzieś się schronię. 
     Weszłam do środka. W bibliotece nie było dużo ludzi. Była tam pani siedząca z komputerem, jakiś starszy pan czytający książkę w fotelu i młoda dziewczyna szukająca jakiejś lektury. Wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że śnieg padał jeszcze mocniej, niż wtedy gdy byłam na dworze. Pokręciłam głową z dezaprobatą, po czym skierowałam się w stronę działu z literaturą zagraniczną. Przez dobre pięć minut szukałam jakiejś ciekawej książki w ogóle zapominając o Bożym świecie. Stanęłam na palcach by dosięgnąć opowieść, która przyciągnęła mą uwagę, lecz byłam za niska. Warknęłam pod nosem zdenerwowana, a potem rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiegoś taborecika. Nigdzie takowego nie było. Stanęłam jeszcze raz na palcach i podskoczyłam. Znowu nie. A potem...Potem zobaczyłam jak czyjaś duża ręka zdejmuje mi książkę. Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam, odbierając książkę, a gdy podniosłam głowę...
- Nie powiesz mi "dziękuję"? - spytał blondyn.
Rozchyliłam usta, żeby cokolwiek powiedzieć, ale nie wydostało się z nich żadne słowo. Jak to możliwe, że wczoraj tak na niego wrzeszczałam a teraz ledwo mogłam wydusić słowo? Może po prostu czułam się wówczas zszokokwana.
- Dzięki. - powiedziałam wreszcie, odwracając się i chcąc odejść.
Proszę, tylko za mną nie idź. 
- Nie wiedziałem, że lubisz czytać.
No nie wierzę. Przecież on nic o mnie nie wie!
- Cokolwiek o mnie wiesz? - parsknęłam na głos.
- Chyba więcej, niż powinienem.
Och, cholera. Zamilkłam i szybko zniknęłam w innym regale. Wyjęłam komórkę i napisałam do Kate, że musimy się jak najszybciej spotkać, a on znów pojawił się przede mną. Zacisnęłam oczy przyciskając się do półki. Odejdź, proszę, odejdź ode mnie. 
- Mieliśmy porozmawiać. - przybliżył się, a to co zrobiłam potem zaskoczyło mnie samą.
Z całej siły uderzyłam go książką w twarz, po czym upuściłam ją i o mały włos nie wywalając się biegłam w stronę wyjścia.
 - I tak Cię kiedyś dorwę! - wrzasnął, ludzie gapili się to na mnie to na niego z przestrachem.
Otworzyłam z rozmachem drzwi i wybiegłam, uciekałam i uciekałam paręnaście minut.
____________________________________________________________________________
Hej, misiaki!
Witam Was serdecznie w nowym roku:)
Rozdziały będą się pojawiały jak najczęściej będę mogła, ale zrozumcie, jestem w 3 gimnazjum, a teraz drugi semestr....Czeka mnie wiele ciężkiego.
No, ale jak Wam się podoba rozdział? Czekam na komentarze, te rozbudowane i te mniejsze.
+Powstała zakładka "bohaterowie" do której serdecznie zapraszam.

Kocham Was,
Ana xx

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 8.: cz.2


Tak naprawdę to nigdy nie lubiłam szpitali. To miejsce kojarzyło mi się z krwią - na której widok od razu robiło mi się słabo - bólem i śmiercią.

Wizja spędzenia tu kilku tygodni wydawała się być mi obłędna, jednak wiedziałam, że to ważne dla Kate. Poza tym Liam jest moim przyjacielem, więc to oczywiste, że muszę

być przy nim kiedy się obudzi. Pierwszy dzień, kiedy ruda zadzwoniła po mnie, był okropny. Moja mama została w samochodzie, więc napisałam do niej smsa z wyjaśnieniem i

kazałam jej wrócić do domu. Ja i Katelynn przesiedziałyśmy całą noc pod salą chłopaka. Przede mną moja przyjaciółka zadzwoniła po rodziców Liam'a, którzy byli na jakiejś

ważnej konferencji w Nowym Jorku. Z tego co zrozumiałam jego mama pracowała jako kierowniczka dużej firmy.

Pamiętam, że kiedy ocknęłam się po szoku wywołanym tą dużą ilością nagłych informacji, musiałam uspokoić Kate. Dopiero kiedy podałam dziewczynie kubek wody i usiadła

spokojnie na plastikowym krzesełku mogła mi wszystko opowiedzieć. Byłam przerażona. Dla Niall'a to wszystko było zabawne. Miałam wrażenie, że Kate coś jeszcze przede mną

ukrywała. Jakąś dość ważną informację. Wtedy przypomniało mi się o tym sekrecie naszej szkoły. O tych niewyjaśnionych (przynajmniej dla mnie) zgonach.

- Potem zadzwoniłaś po karetkę? - spytałam. Uznałam, że nie powinnam ją o to wypytywać akurat teraz.

- Tak, przyjechała szybko. - otarła rękawem bluzy oczy. - Nie wyobrażasz sobie jakie to było straszne... Wygląd jakby był katowany parę miesięcy, a nie dwie minuty.

Zadrżałam.

- Powiedz mi - rozkazałam - co dokładnie powiedział ci lekarz?

- Nie może mi wszystkiego powiedzieć, ale zrobi wyjątek. - wyszeptała - Liam ma złamaną nogę, oprócz tego jest mocno poturbowany, więc ma mnóstwo siniaków i miał

wstrząs mózgu. Mówił coś jeszcze, ale nie zrozumiałam.

Zakryłam usta dłonią.

- Możemy go zobaczyć? - powiedziałam to niemal bezgłośnie.

Kate pokręciła głową. Zdenerwowałam się. Chciałam go zobaczyć. Rozejrzałam się po korytarzu na którym świeciło pustką. Przygryzłam delikatnie wargę, zastanawiając się

czy to co zaraz zrobie będzie mocnym podważaniem prawa. Westchnęłam pod nosem. Muszę to zrobić. Chwyciłam zdezorientowaną przyjaciółkę za rękę i pociągnęłam

w stronę sali Liama. Położyłam dłoń na klamce i jeszcze raz szybko rozejrzałam się. Popchnęłam drzwi i szybko weszłyśmy do środka, cicho zamykając je za sobą.

- To nie jest łamanie praw? - szepnęła do mnie ruda.

Posłałam jej wzrok, który mówił wszystko. Kate zamknęła usta. Podeszłyśmy do łóżka Liama. Zdałam sobie sprawę, że moja przyjaciółka miała rację. Li wyglądał koszmarnie.

Leżał prosto, przykryty do połowy jakimś kocem. Złapałam go dwoma palcami i przykryłam go, aż po szyję. Czułam ogromną gulę w gardle. Kate poprawiła mu poduszki.

- Heeej, Liam. - szepnęłam, siadając na niewielkim taborecie obok jego łóżka. - Mógłbyś się obudzić, łamiemy tu dla ciebie prawo.

Ruda uśmiechnęła się lekko i już miała pochylić się w jego stronę, kiedy usłyszałyśmy kroki. Zamarłyśmy obie, nasłuchując czy ktoś tutaj wejdzie.

Popchnęłam dziewczynę w stronę łóżka, dając znak, żeby szybko pod nie weszła. Wczołgała się szybko, po czym podkuliła nogi. Słyszałam jak wstrzymuje oddech.
Rozejrzałam się panicznie, szukając jakiegoś bezpiecznego miejsca do schowania się. Między ścianą, a dużą, białą szafą znajdowała się dość spora szpara. Ale czy na tyle duża bym się tam zmieściła? 
Postanowiłam zaryzykować. Wolałam to, niż zostać przyłapana przez personel medyczny. Wcisnęłam się! Ha! Cudem, ponieważ gdy właśnie wstrzymywałam oddech, drzwi otworzyły się. Nie widziałam kto wszedł, ani nie słyszałam żadnych kroków. Widziałam tylko czarne adidasy Kate. 
Nadal siedziałam cicho mimo, że nie słyszałam kroków, czyichś oddechów, ani głosów. Jakaś część mnie wiedziała, że ktoś jest z nami. Wyjrzałam jednym kątem oka zza rogu szafy. W ciemnościach zamajaczyły mi niebieskie tęczówki. W tym momencie wzrok intruza spoczął na mnie. Znieruchomiałam gotowa by skoczyć jak kocica na napastnika, jednak ten się tylko odwrócił i wyszedł. Drzwi zaskrzypiały, a odgłos odbijających się kroków zniknął. Wyszłam zza szafy niepewna co zrobić, więc podałam tylko dłoń mojej przyjaciółce by pomóc jej wstać.
- Widziałaś? - spytałam - Kto to był?
- Serio myślisz, że interesowała mnie twarz?! - krzyknęła szeptem - No wiesz, byłam przyciśnięta do ziemi.
Westchnęłam cicho i szybko wyszłyśmy z sali. Opadłyśmy na krzesła. 
- Na pewno był to mężczyzna. Widziałam jego buty. Granatowe Nike.
- W porządku. - powiedziałam po chwili. - Ciekawe czego chciał... - mruknęłam. 
- Sama nie wiem...
Przez parę minut siedziałyśmy obie w ciszy, zastanawiając się kto był tajemniczym gościem Liama i kto podobnie jak my włamał się do jego sali.  
***
Kolejne dni były katorgą. W tamtym momencie szkoła wydawała się być mi kompletną bzdurą, jednak Justyna mimo szczerych chęci, nie mogła pozwolić bym opuszczała zajęcia.
Postanowiłyśmy obie, że po szkole będzie mnie zawoziła do szpitala, gdzie odrobię pracę domową. To był warunek dla którego mogłam spędzać więcej czasu przy Liam'ie.
Zgodziłam się, no bo skoro dzięki temu mogłam zostać dłużej w jego sali to zrobiłabym to, byleby tam być. Jego rodzice przyjechali parę godzin po naszym incydencie. Porozmawiali chwilę z nami, a potem poszli do lekarza. Doktor zgodził się wpuszczać tylko i wyłącznie mnie, oraz Kate. Najwidoczniej urok mamy Liama zadział. Obie powoli traciłyśmy nadzieję, że Li się obudzi, ale i tak przyjeżdżałyśmy. Tak nam minęło dziewięć dni od wypadku.
     Jednego dnia poczułam się gorzej niż zwykle, od razu wiedziałam, że to nie kiepskie samopoczucie. Zadzwoniłam do Katelynn, żeby powiedzieć iż tym razem nie przyjadę, ale gdyby cokolwiek się stało ma od razu do mnie dzwonić. Po szkole pojechałam prosta do domu, żeby wskoczyć do łóżka. Nie miałam zamiaru chorować przez tydzień, kiedy byłam niezwłocznie potrzebna. Mama nafaszerowała mnie tabletkami, rosołem i herbatkami, a potem kazała mi leżeć w łóżku. Leżałam bezczynnie przez dobrą godzinę nie wiedząc co ze sobą zrobić. Co chwila sprawdzałam czy nie dostałam jakiejś nowej wiadomości od Kate.
W końcu pochłonęła mnie nuda. Chcąc ją jakoś zabić włączyłam serial, który wyszukałam wcześniej w necie. "The 100" wciągnęło mnie na tyle, że zdążyłam obejrzeć trzy odcinki. Gdy skończyłam spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, pokazywał on godzinę siedemnastą.
Wygramoliłam się ze swojego łóżka i założyłam na nogi moje ogromne psie klapki. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do salonu, gdzie rzuciłam się jak gdyby nigdy nic na sofę, nadal trzymając kurczowo w ręku komórkę. Włączyłam telewizor, a parę minut później zasnęłam.
Obudziłam się pół godziny później dokładnie wtedy kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi, rozciągnęłam się po czym wymamrotałam głośno:
- Już wróciłaś, mamo? 
Odpowiedziała mi cisza. Zaniepokojona odwróciłam się na kanapie, a wtedy ciszę przerwał mój ostry jak brzytwa krzyk... 
________________________________________________________________________________
Witam! 
Piszę tę notatkę, uparcie zamykając wszystkie wyskakujące i irytujące mnie reklamy, ugh.
Nie cierpię pisać rozdziały na obcych laptopach..
Przepraszam pierwszy akapit, nie wiem dlaczego co chwila oddzielony jest enterem, u mnie w poście jest dobrze. Mam nadzieję, że nie będzie wam to aż zanadto przeszkadzało.
A teraz pytanie główne: Jak Wam się spodobało? Jakieś uwagi, podejrzenia? Whatever. 
Jestem ciekawa Waszej opinii.
Kocham xx

See ya,
Ana ♥

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 8: cz.1 "Bitwa"

`POV Niall
Szedłem zatłoczoną ulicą Londynu, zupełnie ignorując ludzi przeciskających się między grupkami.
Byłem zbyt zdenerwowany, żeby uważać na jakąś staruszkę, która nie udolnie starała sobie sama radzić w wielkim mieście. Miałem ręce wciśnięte w kieszeni swojej czarnej bluzy. Przed wyjściem ze szkoły nałożyłem na głowę kaptur. Byłem zbyt wzburzony, żeby w ogóle o czymkolwiek myśleć.
Czy ta dziewczyna uważa, że może od tak sobie odejść?! To idiotyzm. Julia udaje wielką pannę. Czy ona naprawdę myśli, że będę za nią biegał? Nie jest księżniczką, a ja nie jestem jej posłańcem.
Byłem tak pogrążony we własnych myślach, że nawet nie zauważyłem, iż zaczął padać deszcz.
Jeszcze bardziej wkurzony, skręciłem w jakąś uliczkę by schronić się przed ulewą. Zauważyłem, że w tej samej alejce są jeszcze dwie osoby. Oparłem się o ścianę i chcąc nie chcąc mój wzrok napotkał tych ludzi.
"No jasne", pomyślałem. Przecież to Kate i Liam, z tej durnej klasy. Zignorowałem ich, jednak Liam również mnie poznał. Przez jego twarz przeszedł jakiś cień, którego wówczas nie mogłem rozczytać. Zobaczyłem, że chłopak kieruje się w moją stronę i stoi tuż przede mną. Uniosłem jedną brew, nie miałam ochoty na bawienie sie z nim.
- Mam prośbę - wymamrotał. Starał się udawać groźnego i silnego. - Trzymaj się z dala od Julii.
Parsknąłem śmiechem. Czy ten gość naprawdę myślał, że po prostu odpuszczę? Ta mała za bardzo zaszła mi za skórę.
- Daj spokój, stary. - powiedziałem, wbijając w niego niemal morderczy wzrok - Trzymaj się swojej laski.
- Serio, ja nie żartuje.
- Ja też. - uśmiechnąłem się kpiarsko.
Liam zrobił się czerwony i zanim chyba sam o tym pomyślał zamachnął się na mnie, jednak zablokowałem jego cios. Co za idiota.
Trzymałem jego zaciśnięta dłoń i wykręciłem ją tak, że chłopak upadł na kolana z bólu. Usłyszałem pisk po prawej stronie. Wiedziałem, że to ta ruda. Nie obchodziło mnie to, że patrzyła na to wszystko dziewczyna. Miałem to naprawdę gdzieś. Widząc chłopaka ze zbolałą miną, wzrósł u mnie poziom gniewu. Kopnąłem go za całej siły w brzuch, Liam kaszlnął, ale nic nie powiedział. Puściłem jego dłoń. Już myślałem, że chłopak w ogóle nie będzie reagował, jednak zauważyłem, że chwiejnie się podnosi.  Znów uniósł dłoń, jednak ja byłem szybszy. Z całej siły uderzyłem go w twarz, a kiedy znowu na mnie spojrzał z jego nosa płynęła krwistoczerwona ciecz. W ogóle nie wiem czemu nie odpuścił, bynajmniej ja nie zamierzałem się poddawać. Okręciłem się tak, że uderzyłem go z łokcia, potem popchnąłem go po czym stracił koordynację ruchową i upadł na ziemię. Usiadłem na nim i zacząłem zadawać mu ciosy w szczękę.
- Przestań! - krzyczała dziewczyna - Błagam, zostaw go!
Słyszałem jak dusi się szlochem. Ja tylko zaśmiałem się szyderczo i nadal kontynuowałem. Czułem się tak jakbym bił szmacianą lalkę, a nie mężczyznę.
A potem coś się zmieniło i usłyszałem wystrzał...
_______________________________________________________________________________
Cześć, miśki. :)
Z okazji świąt postanowiłam, że 8 rozdział będzie podzielony na dwie części.
Pierwsza część jak widzicie pokazuje czemu Niall pobił Liama i jak to wyglądało z perspektywy Niall'a. Druga część będzie jak dwa razy ta i będzie o czymś innym. Jeżeli skupiliście się na tekście to widzicie taką jakby zapowiedź na końcu, tu będzie jakby początek głównego wątku na blogu.
Ah, te dramaty!
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
WESOŁYCH ŚWIĄT! ♥

Ana xx

Obserwatorzy